wtorek, 29 grudnia 2015

Rozdział 12 - Wojna!

Dzień przed wojną...

A więc tak - mówił Czkawka omawiając plan działania - zaatakujemy ze wschodu, gdzie znajduje się główna część wyspy. Nie jest nas dużo, ale mamy coś, czego im brakuję... smoków. Może nie jest nas zbyt dużo, *bo tylko 40 osób* ale mamy około sześćdziesięciu smoków różnej rasy. Kiedy skończę omawiać plan działania, każdy dostanie miecz, tarcze i inne potrzebne rzeczy. 10 osób, które już wcześniej powiadomiłem, dostaną łuk i strzały. Będą strzelać z łodzi - mówił energicznie - inni będą walczyć z przeciwnikami mieczami. Smoki będą robić to co będę pokazywał znakami. Każdy z nich ma już wszystkie znaki w pamięci. Ja z rekrutami polecimy przodem, wy będziecie płynąc za nami, my atakujemy pierwsi. Wszystko jasne? - Zapytał.
Tak - Odpowiedzieli chórkiem.
Dobrze. A więc wszyscy do łodzi! - krzyknął - Jednie 5 rekrutów zostanie ze mną.
Całą 5 migiem stanęła przy smoczym jeźdźcu.
Słuchajcie - zaczął powoli - teraz nie jesteście już rekrutami, tylko moimi przyjaciółmi, każdy z was jest dla mnie bardzo ważny na swój sposób - Mówił.
Każdy z nich uśmiechnął się od ucha do ucha.
Ale teraz musimy wygrać tą wojnę, jeżeli nie chcecie już aby wodzem był mój.... - Zrobił szybko pauzę -  yy... mój wróg. Uff.. o mały włos, a bym się wygadał - pomyślał.
Wszyscy popatrzeli na niego ze zmieszaną twarzą.
Ale teraz nie ma na to czasu. Dalej! Każdy wie co ma robić. Wszyscy płyną łodziami, tylko my lecimy na smokach, reszta smoków leci za nami. Mam nadzieję, że sobie poradzimy - Powiedział ściszonym głosem.
Na pewno sobie poradzimy - mówiąc Śledzik położył rękę na jego ramieniu - każdy z nas da z siebie wszystko. - Powiedział to, a potem jeszcze raz się uśmiechną.
Każdy z nich poszedł w ślady Śledzika.
Dobrze - Powiedział - chodźcie! Lecimy! Po czym wszyscy szybko opuścili wyspę, i zaczęli płynąć na Berk.

1 godzinę później...

Dopływamy! - Krzyknął Czkawka z góry.
Teraz się zacznie... - Powiedział Sączysmark.
Bądźcie dobrej myśli - Mówiła Astrid - Jest z nami Smoczy Jeździec, wszystko powinno pójść gładko.
Przygotujcie się - Wtrącił Czkawka - zaraz atakujemy.
Wszyscy polecieli na wskazaną wcześniej pozycję. Lecąc już parę strzał o mało nie uderzyło w ludzi na łodziach.
Kiedy byli już prawię nad głowami przeciwników Smoczy Jeździec krzyknął: Atak!
Wtedy rozpętało się prawdziwe zamieszanie. Stoik miał wcześniej około 30 wspólników, teraz miał ze 120 osób! Czkawka wraz z całą resztą zaczęli atakować.
Wszyscy 'rekruci' świetnie sobie radzili. Czkawka zmiatał wszystkich z powierzchni ziemi, tak jak inni. Stoik walczył w samym środku pola bitwy.
Dość dobrze mu idzie - pomyślał - mam nadzieję, że wygramy...
Wrau! - warknął Szczerbatek. Prawie by dostał sztyletem Stoika. Obaj popatrzeli się na dół. Czkawka wiedział o co mu chodziło, chciał walczyć z Czkawką w cztery oczy.
Kiedy Szczerbatek wylądował na ziemi, Smoczy Jeździec powiedział Szczerbowi, żeby pomógł reszcie, po czym pobiegł ku Stoikowi. Od razu zderzyli się swoimi mieczami. Walka była zacięta. Tak naprawdę nie można było stwierdzić kto wygrywa. Czkawka walczył swoim 'ognistym' mieczem, a Stoik dość mocnym żelaznym.
Ze mną nie wygrasz! - Krzyknął Stoik
Jeszcze zobaczysz! - Odkrzyknął
Po krótkiej chwili usłyszeli dźwięk gąku nadpływającego statku. Smoczy Jeździec i Stoik w tym samym momencie popatrzyli na ocean. Płyną tam Dagur i Albrecht ze swoją flotą. Z daleka był widoczny złowrogi uśmieszek Dagura. Albrecht i cała reszta już szykowała się do wystrzału podpalonych strzał.
Oni... - Jękną Stoik.
...Połączyli siły i właśnie na nas płyną - Czkawka przełknął głośno ślinę. - Słuchaj jeżeli jeszcze w ogóle zależy ci na tej wyspie to połączmy siły, żeby ich pokonać.Są od nas silniejsi. Potem dokończymy naszą walkę - Powiedział, po czym wyciągną rękę w stronę Stoika.
On zrobił złowrogą minę, ale podał mu rękę i zaczęli współpracować.

I... oto niedokończona wojna xd Dagur i Albrecht połączyli siły. Kto wygra? Piszcie co myślicie :) - WidocznaPL

sobota, 26 grudnia 2015

Next

10 dni później...
Dobrze! - krzyczał Czkawka do Astrid -  trzymaj tak dalej!
Wszyscy dochodzili już do perfekcji jak latać na smokach. Właśnie odbywała się ostatnia lekcja. Każdy z nich miał jakieś minusy, ale też mieli swoje plusy.
Sączysmark popraw trochę kąt pod który lecisz! - krzyknął.
Robi się! - Odpowiedział.
Po 15 minutach skończyli lekcję.
Ejj! Możemy chwilę pogadać? - Podbiegła Astrid.
Pewnie. O co chodzi - Spytał.
Chodzi o naszą wojnę ze Stoikiem... - mówiła - wiesz... są jeszcze inne wyspy... na której też nie tolerują smoków... a... a jeżeli on zebrał sobie wielką armie.., i nie zdołamy go pokonać?
Jeżeli do takiego czegoś dojdzie, to wtedy będziemy się tym martwić - Powiedział spokojnie.
Ale co wtedy zrobimy... - mówiła ze łzami w oczach - nikt z nas nie chce, żeby on nas tutaj torturował... był dla nas straszny.... nie chcę tam wrócić!
Ojj Astrid.. - Powiedział przytulając Astrid i głośno wzdychając. - Nigdy nie dopuszczę do tego, abyście do niego wszyscy wrócili.
Przysięgasz?... - Rzekła patrząc się w jego zielone oczy.
Tak, przysięgam - Odpowiedział

Perspektywa Astrid

Kiedy już mi przysiągł porozmawialiśmy jeszcze trochę, a potem poszłam sobie do lasu. Bardzo obawiałam się wojny. Normalnie jestem bardzo wojownicza, a teraz jakby cała odwaga ze mnie zeszła.
Kiedy weszła już do lasu poszukała jakiegoś pieńka, po czym na nim usiadła rozmyślając.
Od pewnego czasu nie mogę przestać myśleć o smoczym jeźdźcu - myślała - nie wiem jak się dokładnie nazywa, ale bardzo podoba mi się jego charakter. Jego głos wydaję mi się bardzo znajomy, ale dokładnie to nie wiem kim on jest. Mam nadzieję, że kiedyś pokaże nam swoją twarz. 
Po krótkiej chwili usłyszała, że coś stoi za drzewem. Odruchowo wyciągnęła swój topór.
Pokaż się! - Powiedziała.
Jednak nikt nie chciał wyjść zza drzewa.
Więc powtórzyła: Pokaż się!... Bo pójdę po wsparcie!.
Wtedy ta osoba zaczęła uciekać. Okazało się, że nie była to jedna osoba tylko kilka. Na oko z 10 osób. W ułamku sekundy zobaczyła, Stoika uciekającego w stronę wybrzeża. Ona tylko patrząc jak oni uciekają, sama zaczęła biec w przeciwną stronę po pomoc.
Szybko! Oni uciekają! - Krzyczała na cały głos.
Co się stało!? - Podbiegła do niej cała piątka.
Oni chowali się... w lesie.. tam... był Stoik... gońcie go... - Mówiła dysząc, po czym pokazała palcem w którą stronę uciekali.

Perspektywa Czkawki

Wszyscy popatrzyli na smoczego jeźdźca, jednak on na nikogo nie spojrzał tylko szybko zawołał Szczerbatka, i ruszył w pościg za brygadą Stoika. Reszta zrobiła to samo. Jedynie Astrid została.
Biegli szybko, z całych sił, żeby tylko ich dogonić. Kiedy dobiegali już do końcówki lasu zauważyli, że Stoik ze swoimi ludźmi już odpływa. 
Oni jeszcze bardziej przyśpieszyli. Jednak kiedy już wybiegli z lasu zauważyli tylko jak Stoik już jest około 200 metrów od wyspy. 
Hakokieł strzelaj! - Powiedział Sączysmark.
On już się szykował do strzału, kiedy w ostatnie chwili Smoczy jeździec zamknął paszczę smoka.
Nie.. - Powiedział zimnym głosem.
Jak nie! - Krzyknął Sączysmark - przecież by już zginął gdyby Hakokieł wystrzelił!
Jeszcze nie jest odpowiednia do tego chwila. Wszystko ma się rozwinąć na wojnie. - Odpowiedział suchym głosem.
Patrzyli oni jak Stoik ze swoimi ludźmi odpływa w dal. Nikt nic więcej nie mówił. Kiedy znikli już za horyzontem, Czkawka odwrócił się i poszedł do osady, reszta zrobiła to samo.
Myślał on o tym, czy przypadkiem nie blokowało go to, przed zabiciem Stoika, że on jednak był jego ojcem. Nie wiedział dokładnie co ma o tym myśleć. Czy powinien go zabić, czy też nie. Kiedy doszedł już do osady razem ze Szczerbem, poszli do swojego starego mieszkania.

Dzisiaj taki next :) Mam nadzieję, że się spodobał ;D Trochę przy nim posiedziałam xd -WidocznaPL

wtorek, 22 grudnia 2015

Next

       Kiedy już dopłynęli, najpierw Czkawka wszystkich oprowadził, po większej części wyspy. Potem  wszyscy wzięli się do roboty. Jedni zaczęli ścinać drzewa inni natomiast poszli poszukać czegoś do jedzenia. Smoczy jeździec, nawet nic nie powiedział, a wszyscy wzięli się do pracy. 
Czkawka wrócił jeszcze po Sączysmarka, który czuł się już lepiej.
Masz tutaj jakąś kuźnię? - Spytał Pyskacz.
Tak. Chodź zaprowadzę cię tam. - Odpowiedział.
Pyskacz bez większego zastanowienia się, zaczął robić różne narzędzia przydatne do wojny.
Została ich tam tylko szóstka, Smoczy jeździec *Czkawka*, Astrid, Śledzik, Sączysmark, Mieczyk i Szpadka.
Również Czkawka porozdzielał wszystkim jakieś prace w budowie różnych domów i innych potrzebnych rzeczy.
Wszyscy uwijali się w mgnieniu oka. Czkawka pomagał ze Szczerbatkiem w stawianiu bel pod konstrukcję domu.
Astrid i Sączysmark pomagali w zdobywaniu jedzenia, a Mieczyk i Szpadka mięli pomóc przy ścinaniu drzew, ale i tak nic nie robili, tylko siedzieli na głazie i się gapili jak inni robią.
Pod wieczór  były skończone 3 domy. Akurat były one dość pojemne, i pomieściły wszystkich ludzi, którzy przy płynęli razem z Czkawką.
Chłopiec i Szczerbek poszli do własnego domu.

Nad ranem...
Perspektywa Astrid
      Kiedy się obudziłam wyszłam na dwór, żeby trochę się przewietrzyć. 
Nie sądziłam, że jest tutaj tak pięknie. Smoczy jeździec bardzo dobrze tutaj sobie radzi. - myślałam - myślę, że wszyscy dobrze się tutaj poczują. Chociaż na pewno będzie tutaj lepiej, niż tam ze Stoikiem.
Nawet się nie spostrzegła kiedy doszła do pięknej plaży. Co prawda wczoraj też ją widziała, ale nie zwracała na nią szczególnej uwagi. Usiadła sobie na piasku wpatrzona w wielki ocean. Nagle ktoś odezwał się z tyłu.
Za godzinę zaczynamy szkolenie. - Powiedział 
Kiedy się odwróciła zobaczyła, że to Smoczy jeździec więc się do niego uśmiechnęła.
Dobrze. - Odpowiedziała krótko.
Powiadom resztę, będę czekał na wzgórzu, przy urwisku. - Powiedział ciepłym głosem.
Po chwili wszedł na Szczerba i polecieli wysoko w chmury. Po chwili już straciłam ich z pola widzenia.
Poczułam głód i wtedy przypomniało mi się, że nie jadłam żadnego śniadania. Wróciłam do domu, w którym spałam, a potem powiadomiłam resztę.

Perspektywa Czkawki

       Musiałem poszukać jakiś smoków, dla naszych nowych rekrutów. Nie będą one jakieś jedne z najlepszych, ale nie będą też najgorsze. Coś po środku. Nie będę każdego oddzielnie zabierać w szukaniu dla niego smoka, bo byśmy się z tym nie wyrobili do tej wojny. Zabrałem tego śmiertnika zębacza z wyspy, na której kiedyś nocowałem. Potem poleciałem po koszmara ponocnika, którego wcześniej leczyłem. Po drodze pozgarniałem jeszcze z 9 losowych smoków. - Mówił.
      Kiedy już doleciał, rekruci już na niego czekali. Na początku trochę się bali smoków, ale pokazałem im je z dobrej strony i potem było już wszystko dobrze.
A więc wybierajcie sobie smoki - Powiedział Czkawka.
Każdy z nich zaczął oglądać każdego smoka. Astrid wybrała pierwsza. Tego śmiertnika zębacza, którego już wcześniej oswoiłem, ale ona też to musiała sama zrobić. Sączysmark wybrał koszmara ponocnika, tego któremu wcześniej opatrzyłem ranę. Teraz już się miał dobrze. Śledzik wybrał gronkiela. Nie wiedziałem dlaczego akurat tego smoka, ale nic do tego nie miałem. Mieczyk i Szpadka nie mogli się zdecydować, a więc wybrali wspólnego smoka zębiroga zamkogłowego. I tak oto wszyscy mieli już swoje smoki. 
Na razie zostawiam was samych. - Powiedział - poznajcie się z nimi, niech wiedzą, że mogą wam ufać w 100% (procentach). Oni tylko kiwnęli głową na znak zgody, a potem każdy porozchodził się w swoją stronę, ze swoim smokiem.

Mam nadzieję, że next wam się spodobał :) Już niedługo wojna... Kto wygra? Piszcie swoje propozycję. - WidocznaPL





sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 11 - Niedługo wojna!

Na początku nie wiedział czy podjął dobrą decyzję na temat tej wojny.
Dobrze zrobiłeś - Odezwał się Pyskacz, podchodząc do smoczego jeźdźca *Czkawki*.
Tak dobrze - Mówiły różne osoby z grupki.
Jeżeli chcę tej wojny, to ją dostanie - Dodał Pyskacz łapiąc jeźdźca za ramię. - każdy tutaj ma już go dość. Nawet ja. Najbliższa osoba wodza. Może uzbiera sobie większą armię osób z mieczami, tarczami i wyrzutniami. Ale my mamy ciebie. - Powiedział - jesteś smoczym jeźdźcem. Masz wielką gromadę smoków. Mógłbyś zostać naszym wodzem..
Wszyscy zaczęli kiwać głową na tak.
Czkawkę w tym momencie zatkało. Nie wiedział co powiedzieć.
Zostać wodzem Berk? Tam gdzie kiedyś wszyscy mnie wyśmiewali?... Nie wiem.. - pomyślał.
Niee... wole nie.. - Odpowiedział.
Musisz! Jesteś odpowiednim kandydatem! Zaprowadzisz porządek na Berk - krzyczeli niektórzy.
Nauczysz nas jak żyć w zgodzie ze smokami - Powiedziała Astrid.
Czkawce popatrzał na Szczbratka. Tak naprawdę to zrobiło mu się ciepło na sercu, że tak o nim wszyscy myślą.
Pomyślę nad tym. - Odpowiedział.
A wy co tu jeszcze robicie! - Podszedł do nich Stoik, z wrogim wyrazem twarzy - może chcecie się wycofać?
Nie - powiedział spokojnie - nikt się z nas nie wycofa!
To wynocha! - krzyknął w odwecie Stoik.
Chodźcie wszyscy na łodzie! Nie będziemy tracić na niego czasu. - Odpowiedział Czkawka.
Zaraz! A gdzie jest Sączysmark? Zapytał Śledzik.
Wszyscy zaczęli się obracać za siebie w poszukiwaniu chłopca.
Tutaj... j..jestem - Powiedział cicho Sączysmark.
Kiedy wszyscy odnaleźli go już wzrokiem aż się wystraszyli. Chłopak był cały poobijany. Chyba miał złamaną rękę.
Smoczy jeździec i Astrid szybko podbiegli do Smarka, bo ledwo co się trzymał na nogach. 
Ostatnie słowa jakie wypowiedział to: To.. jego wina... - wskazał palcem na Stoika po czym zemdlał.
Astrid zabrałem, to nad nim musiałeś się znęcać! - Krzyknął Czkawka.
To moja sprawa! Robię to co chce! - Odkrzyknął w odwecie.
Wódz nie robi takich rzeczy! - Mówiąc to położył Sączysmarka na Szczerbatku.
Nic już nie mówiąc wszyscy poszli za Czkawką na łódź.
Zaraz podbiegła do niego Astrid.
Trzeba będzie go opatrzyć. - Powiedziała.
Macie jakąś osobę, która mogłaby mu pomóc? -  Zapytał.
Mamy. Nazywa się Gothi i chyba jest gdzieś tutaj. Zaraz ją zawołam - Odpowiedziała
Nie - Powiedział łapiąc ją za rękę - Dopiero na łodzi. Bęzie łatwiej mu pomóc.
Dobrze - Powiedziała.
Kiedy doszli już do łodzi Czkawka wszystkich porozdzielał, żeby wszyscy się pomieścili do łodzi.
Pokazał osobie, która umie pływać łodzią kurs na jego wyspę. Płynęli pierwsi, a za nimi pozostałe 3 statki.
Sączysmarka położyli pod pokładem. Astrid sprowadziła Gothi i ona się nim zajęła.
Kiedy razem ze Szczerbatkiem wyszli od Smarka, czekali tam na nich: Śledzik, Szpadka i Mieczyk.
Jak się nazywacie? - Powiedział *Wiedział jak się nazywają, ale powiedział to, żeby niczego nie podejrzewali*
Ja Śledzik, a to Szpadka i Mieczyk. - Powiedział
Nauczysz nas latać na smokach!? - Powiedziała zachwycona Szpadka
Postaram się. - Powiedział spokojnym tonem. - Na razie to trzeba będzie wam jakieś znaleźć.
Ale co znaleźć? - Powiedziała
No smoki - Odpowiedział zdziwiony Czkawka.
A okej. - Przemówiła po chwilowej pauzie.
Możesz zdjąć maskę? - Spytał Śledzik
Nie. - Odpowiedział krótko.
Dlaczego? - Spytał Mieczyk.
Czkawka odwrócił się, i oparł łokcie o ścianę statku. 
Smoczy jeździec nie zdradza swojej tożsamości. - Odpowiedział.
A dowiemy się kiedyś? - Spytała Astrid.
Nie wiem - Powiedział.
Śledzik zmienił temat.
Gdzie płyniemy? - Spytał.
Na moją wyspę - odpowiedział
Woooo - Rozmarzyła się Szpadka - ale masz fajnie... Też bym tak chciała, mieć swoją wyspę..
Ja też siostra - Dopowiedział się Mieczyk.
Ale ona i tak była by moja! - Krzyknęła Szpadka.
A nie bo moja! - Krzyknął w odwecie Mieczyk.
Moja - Krzyknęła.
Ale co będzie twoje? - Zapytał głupawo Mieczyk.
Wyspa chyba - Odpowiedziała.
A no tak - Mówiąc walnął się dwa razy w głowę ręką.
Mieli przed sobą jeszcze około 2 godzin płynięcia. Więc rozmawiali ze sobą, aby bardziej się poznać. Oczywiście rozmawiał ze wszystkimi osobami z łodzi, nie tylko z grupką młodzieży.

Już 11 rozdział :D Jak to czas leci xd Dzisiaj oto taki next :) Jeżeli się spodoba zostaw komentarz :D To wielka motywacja ;) Pozdrawiam - WidocznaPL

 

 



wtorek, 15 grudnia 2015

Next


W czasie lotu trochę rozmawiali. Tak naprawdę, to tylko o tym co się działo przez ostatnie lata. Po 20 minutach byli na miejscu. Wylądowali w lesie. Nikt ich nie zauważył.
Zwołasz wszystkich tutaj, czy mam iść tam do was? - Powiedział z nadzieją, że wybierz tą pierwszą opcję.
Wolałabym, żebyś poszedł tam na sale. Łatwiej będzie mi tak wszystkich sprowadzić - Powiedziała.
No dobrze.. - odpowiadał wzdychając - przyjdź do mnie jak już wszyscy się tam zbiorą.
Astrid tak zrobiła, jak chciał smoczy jeździec *Czkawka*.
Po 20 minutach przybiegła do niego Astrid, pokazując mu gdzie jest ta sala, na której wszyscy się by pomieścili.
Kiedy zaszli na miejsce, wszyscy już byli tam zgromadzeni. Czkawka wszedł na podest *nadal miał na sobie maskę, i był z nim Szczerb*
A więc drodzy zgromadzeni... - zaczął - przybyłem tutaj, gdyż usłyszałem o waszych problemach z wodzem. Astrid o wszystkim mi powiedziała, że was bije, znęca się nad wami i wiele innych strasznych rzeczy. Chciałbym wam jakoś pomóc...
A niby jak chcesz to zrobić! - Odezwał się ktoś z tłumu.
Próbowaliście mu się kiedyś przeciwstawić? - spytał.
Próbowaliśmy - odpowiedzieli pół chórkiem.
A próbowaliście się przeciwstawić razem? - Odpowiedział
Zaczęły się szmery, ludzie szeptali do siebie.
No... niee. Nie... - Odpowiadały jakieś osoby z zbiorowiska.
Mamy mało czasu. Wasz wódz będzie tu lada chwila. Jeżeli chcecie możemy razem się mu przeciwstawić. Jak wiecie.. lub nie jestem Smoczym Jeźdźcem.. mam swojego smoka.. jak i inne rozmaite gatunki. Jeżeli chcecie mogę wam pomóc.. Jeżeli tego chcecie... - Zapytał całą zgromadzoną gromadę.
Taak! Chcemy! - Odpowiedział jakiś mężczyzna.
Mamy dość Stoika!! - Powiedziała jakaś kobieta
Chcemy nowego wodza! - Ktoś krzyknął z tłumu.
A więc dobrze, kiedy wódz przypłynie tutaj, a stanie się to lada moment, porozmawiamy z nim, o jego władzy. - Odpowiedział.
Kiedy Czkawka zszedł już z podium wszyscy otoczyli go w dużym kręgu *łącznie ze Szczerbatkiem* i zadawali różne pytania.
Dosłownie 10 minut po tym Stoik wparował do sali.
A co się tu wyprawia! - Odpowiedział wyższym tonem Stoik.
Wszyscy jak na zawołanie zamarli. Nikt się nie ruszał, jedynie co Czkawka zaczął przechodzić między ludźmi. Oni zaczęli podążać za nim.
A więc tak 'wodzu tej pięknej wyspy' - mówił - słyszałem, że nie jesteś zbyt dobry dla swoich ludzi. Podobno ich bijesz, zamykasz w lochach czy to prawda? - Zapytał *Co prawda wiedział, że to jest prawda, ale chciał zapytać go, żeby sam się do tego przyznał.
Po to są poddani, żeby byli na moje posyłki! Bije ich bo mam to tego prawo! Jeżeli mnie nie słuchają to muszą zostać skarceni! - Krzyczał Stoik.
W tłumie znowu wszyscy zaczęli szeptać.
Sam się przyznałeś do tego co robisz - odpowiedział - ale nie możesz nikogo bić tylko dlatego, że nie wykonał twojego polecenia! - Odpowiedział, a potem zrobił krótką pauzę - Razem z ludem mieszkającym na tej wyspie uzgodniliśmy, że nie będziesz dłużej wodzem - mówił spokojnie - nikt cię tutaj nie popiera. Każdy z osób tutaj będących przyznał, że nie chce abyś był dalej wodzem.
Nie możecie mnie znieść! - krzyknął - dowództwo przechodzi z dziada, pradziada! Teraz stanęło na mnie! Syna nie mam, a raczej miałem ale był tylko zbędny! - Wszystko to wykrzyczał mu w twarz.
W Czkawce, aż krew zaczęła się gotować. Jeszcze jak powiedział słowa ''syn'' i ''zbędny'', tylko bardziej się rozzłościł. Dobrze, że miał na sobie maskę, i że nikt nie widział jak się zezłościł.
Jednak po mimo tych spraw postarał się uspokoić, i mówić spokojnym głosem.
O ile wiem, jeżeli wódz nie spełnia swojej roli, to lud może wybrać sobie innego wodza, najlepiej gdyby był to ktoś z rodziny, której nie miałeś, a więc każdy może kandydować na wodza. - Powiedział
Ja.. ja.. wyzywam was na wojnę! - Powiedział Stoik. To też było napisane w księdze. Jeżeli nie zgodzicie się to nadal jestem wodzem. Jaka jest wasza decyzja. - Zapytał.
Czkawka obrócił się za siebie, jedni kiwali głową, na tak, a drudzy na nie.
Wziął głęboki oddech i powiedział: Dobrze, zgadzamy się! Będziemy z tobą walczyć! - Krzyknął Czkawka.
Około 30 osób z 70 przeszło na stronę Stoika. Nie chcieli współpracować. Na szczęście po stronie Czkawki znalazł się Pyskacz. Nawet on sprzeciwstawił się władzy Stoika. Większość była po stronie Czkawki.
A więc chce, abyście opuścili wyspę! Tutaj będziemy walczyć, ale nie będziecie nadal tu mieszkać! Daje wam 4 łodzie. I macie się wynosić! - Krzyczał już trochę za chrypiałym głosem.
Dobrze! - odkrzyknął - daje Ci 1 miesiąc na przygotowanie się!
Czkawka wyszedł z sali jaki i pozostali za nim Musiał sobie to wszystko poukładać.
Dzisiaj dłuższy next :D Miałam trochę więcej czasu, a więc jest więcej ;) Mam mam nadzieję, że wam się spodoba ;) -WidocznaPL


sobota, 12 grudnia 2015

Next


Perspektywa Astrid
Kiedy odpłynęliśmy od brzegu, smoczy jeździec poleciał za nami. - mówiła - bardzo podoba mi się to, że lata na smoku, i że żyje z nimi w zgodzie. Też bym tak chciała, ale znając naszego wodza, na pewno nam na takie coś nie pozwoli - Powiedziała z lekką rozpaczą.

Co się tak patrzysz! - krzyknął Stoik - nigdy smoka nie widziałaś!?
W-widziałam, i to nie raz - Powiedziała cicho - ale smoczego jeźdźca codziennie się nie widuję. 
A co mnie on tam obchodzi, lata sobie na tym smoku, i nic nie robi! - Powiedział z pychą.
Na pewno robi więcej niż ty - Powiedziała Astrid.
Sączysmark przyglądał się całej sprawie.
Coś ty powiedziała!? Jak śmiesz tak mówić - Mówiąc, złapał ja i uderzył ręką w twarz.
Chwilę po tym prawie Stoik dostał plazmą Nocnej Furii. On spojrzał się do góry ze wrogim spojrzeniem.
Nie trzeba była jej dotykać! - Krzyknął z góry Czkawka.
Będę sobie robił co mi się żywnie podoba! Nikt mi nie zabroni! - Krzyknął po czym znowu uderzył Astrid.
Czkawka, ze złości wylądował na statku. zszedł szczerba, który on razu rzucił się na Stoika.
Dziwię Ci się, że jesteś taki nadęty. Ta dziewczyna - wskazał palcem *co prawda wiedział jak się nazywa, ale nie mógł się zdradzić* - poleci ze mną. Nie będziesz jej maltretował. - Powiedział Czkawka.
Stoik nic nie powiedział tylko poszedł pod pokład.
Zdziwiłam się, że mam wejść na smoka, i na nim polecieć ze smoczym jeźdźcem, ale zrobiłam co powiedział. W końcu nie chciałam przecież zostać tutaj ze Stoikiem. 
Najpierw wszedł smoczy jeździec, a potem ja. Po chwili, już byliśmy w powietrzu. Na początku trochę się bałam, po nigdy nie byłam na takiej wysokości, ale po chwili już się przyzwyczaiłam.
Było to naprawdę przyjemne. Nie miałam, się czego złapać, wiec złapałam smoczego jeźdźca w pasie. Myślałam, że będzie mu to przeszkadzać, ale jakoś nie zwrócił na to większej uwagi.
Do wyspy było około godziny drogi, kiedy się płynie statkiem.

Perspektywa Czkawki

Myślałem, o tym, co powiedziała mi Astrid, o tym co parę minut wcześniej zrobił ten człowiek. Jak on tak może! Dziwię się, że kiedyś on był moim ojcem. "Kiedyś" bo teraz już nim nie jest. Chyba najlepszym rozwiązaniem tej sprawy będzie polecieć z Astrid szybciej, i spytać się ludzi z Berk czy ich tak samo traktuje. Może najpierw ją zapytam jak się nazywa, żeby było bez skapy.
Jak się nazywasz? - Powiedział
Ja.. Astrid - Powiedziała chyba trochę zdziwiona tym, że w ogóle o coś ją pytałem. Dodała za moment - A ty się nazywasz?
Ja jestem ... - Powiedział, szybko się opanowując, gdyż prawię by zdradził swoje imię. - Jestem smoczym jeźdźcem.
Ale musisz mieć jakieś prawdziwe imię, nie przezwisko. - Powiedziała
Tego akurat nie musisz wiedzieć. - Odezwał się trochę szorstko. 
Astrid trochę się zasmuciła, ale Czkawka od razu zmienił temat rozmowy.
To co mi wcześniej powiedziałaś.. Na temat waszego wodza Stoika widzę, że jednak jest prawdą. - rzekł - Nie wiem jak on tak może.
Wszystkich tak traktuję - odpowiedziała - nawet 4 lata temu, zabił swojego syna, bo nie obronił swojej matki przed porwaniem, przez smoka.
Czkawkę na moment zatkało. Nie wiedział co odpowiedzieć, przecież ona mówiła tutaj o nim.
Miał mętlik w głowie. 
Too.. współczuję - wydukał.
Jeżeli tak wszystkich traktuję to polecimy szybciej na waszą wyspę. Muszę zobaczyć co na ten temat mówią inni - Powiedział z mieszanymi uczuciami.
Jak tak chcesz to możemy jak zrobić, zwołałabym szybko jakąś naradę i bym wszystkich sprowadziła - Powiedziała z radującym się głosem.
Dobrze Astrid - zrobił pauzę - nie będziemy na nich czekać. Wyspa jest oddalona od koło 1 godziny więc jak się mój smok zepnie to będziemy tak w 20.
To w ogóle możliwe!? - Powiedziała zdziwiona
Dla nocnej furii prawie wszystko jest możliwe. - mówił - tylko trzymaj się mocno, żeby cię nie zdmuchnęło.
haha.. Ok - Powiedziała z lekkim śmiechem.
Wystartowali ta szybko, że nawet Stoik nie spostrzegł się. że już ich niema. Mieli bardzo mało czasu. Musieli się śpieszyć.

Jeżeli ten "trochę dłuższy" next wam się spodobał standardowo napiszcie na dole :) To meega motywuję :D Następny next około wtorku/środy :) -WidocznaPL







środa, 9 grudnia 2015

Rozdział 10 - Potrzeba pomoc!


Co wy robicie?! - Krzyknął.
Cała trójka zastygła jak kamień. Po chwili Stoik odwrócił się do jeźdźca.
No proszę.. Haha kogo my tutaj mamy.. Smoczego Jeźdźca i jego smoka.. - Powiedział z grymasem na twarzy.
Widzę, że to dla was to rozrywka zabijać smoki. Serio, nie macie jakiś innych zajęć na głowie tylko szukanie smoków i ich zabijanie? - Rzekł z malującą się złością pod maską.
A nie, nie mamy. - Powiedział złośliwie.
A wy - wskazał palcem na Sączysmarka, a potem na Astrid. - też nic nie maci do roboty?
Stoik odwrócił się do nich, i popatrzył na nich z wyższością i ze złością. Co miało oznaczać, że mają podtrzymywać zdanie wodza.
N..nie mamy - Powiedzieli równo ze spuszczonymi głowami.
Czkawka się skrzywił i patrzał raz na Stoika, raz na dwójkę nastolatków.
Mówcie prawdę! - Krzyknął do dwóch młodych osób - Przecież to widać, że mówicie tak bo boicie się wodza. 
Zamknij się! - Krzyknął na jeźdźca. Po czym smok, uciekł, gdyż się uwolnił. On tylko popatrzył jak on staje koło Czkawki, a on go oswaja.
Nie nie zamknę się. Nie jesteś moim królem, że możesz mi rozkazywać! - Mówiąc to założył ręce na klatce piersiowej i oparł się o ścianę.
To dalej mówcie, ale jak jest na serio, a nie tak jak wam mówi ten tutaj - Powiedział to z nutką sarkazmu.
Wódz, znowu się popatrzał na Sączysmarka i Astrid, lecz oni nie odwzajemnili spojrzenia.
Ja.. nie chce tego robić, i nigdy nie chciałam! - Krzyknęła Astrid.
Ja też.. Smoki tylko przez to są bardziej wkurzone! - Powiedział zaraz po  Astrid, Sączysmark.
No widzisz.. Jak co do czego dojdzie, jakoś nikt nie stoi po twojej stronie. - Powiedział Czkawka.
On tylko popatrzał na jego twarz, przykrytą maską i na Nocną Furię.
Chodźcie, nie będziemy tracić czasu na takiego jak on.. - Powiedział Stoik
Ale dlaczego, nie możemy żyć w zgodzie ze smokami! - Krzyknęła Astrid - Przecież on mógłby nas tego wszystkiego nauczyć! 
Czkawka nic nie mówi, tylko przyglądał się całej sprawie.
Astrid.. Mam naskarżyć znowu twoim rodzicom, i powiedzieć im, żeby znowu cię zamknęli w piwnicy?
Nie! - krzyknęła, a potem powiedziała to tak samo tylko trochę bardziej ze skruchą.
No nie, serio! Co z ciebie za wódz, żeby tak maltretować ludzi na wyspie! - Krzyknął Czkawka.
On chciał już uderzyć Czkawkę, ale Szczerbatek już miał zamiar się na niego rzucić,  on sam wyciągnął, swój płonący miecz.
Nie radzę - Rzekł.
Oni zaczęli już wychodzić z jaskini ale Czkawka się odezwał:
A wy na przyszłość nie bójcie się stawić temu ekhem "wodzowi".
Kiedy Stoik nie patrzał Astrid podbiegła do niego i powiedziała mu na ucho  tylko takie słowa:
'
"On nas biję, biję całą wyspę przy nadarzającej się okazji, nie zostawiaj nas w takiej sytuacji, proszę pomóż nam"
Przez chwile Czkawka stał bez ruchu kiedy ona mu to powiedziała, ale kiedy zobaczył, że oni wychodzą, i już prawie opuszczają tą całą jaskinie poszedł za nimi ze Szczerbatkiem zastanawiając się
Żebym miał pewność, że nie zabijesz po drodze już żadnego smoka, będę leciał nad wami aż dopłyniecie do swojej wyspy - Powiedział 
Rób, co chcesz - powiedział - i tak zrobię co będę chciał.
Cała trójka zaczęła wchodzić do łodzi, Astrid tylko popatrzyła na niego przez moment i się lekko uśmiechnęła.
Kiedy lekko odpłynęli od wyspy, Czkawka i Szczerbek polecieli za nimi.
Dzisiaj trochę dłuższa notka :) Nareszcie zaczyna się coś dziać :D Mam nadzieję, że się spodoba ;) -WidocznaPL

niedziela, 6 grudnia 2015

Next


Na za jutrz kiedy się obudzili, zjedli szybko śniadanie, pożegnali się z Śmiertnikiem. Czkawka jeszcze szybko poszedł poszukać jakiś rzeczy, które mogłyby się przydać, gdyby ktoś został zraniony. Kiedy już znalazł potrzebne mu rzeczy w siadł na Szczerba po czym polecił  w wyznaczonym wcześniej kierunku. Od rana była dość gęsta mgła, która utrudniała im widoczność.

3 godziny później...

Chyba widzę ląd - Powiedział do Szczerbatka.
Nad wyraźniej Szczebek też to zauważył, gdyż mruknął pod nosem.
Kiedy dolecieli nad ląd zobaczyli, że w oddali jest dużo góra, z różnymi dziurami przez, które można było wlecieć do środka.
No proszę.. nareszcie coś wartego zwiedzenia - Powiedział to, po czym razem ze Szczerbem w lecieli przez jedną z dziur. Droga miała około 500 metrów długości i była czasami wąska, a czasami szeroka, przez co musieli iść.
Kiedy doszli na miejsce był tam bardzo duży kanion, z dużą ilością zieleni. Porozglądali się trochę, po czym Czkawka usłyszał ciche charczenie smoka za ścianą z liści. Odsłonił ją i zobaczył zranionego koszmara pomocnika w tłów. Od razu podszedł do niego i go oswoił. Chwilę później usłyszał ryk Szczerba. Kiedy wyszedł z tej "zasłony" z liści zauważył, że Szczerbatek siedzi obok również skrzywdzonego Szeptozgona w tłów. Tak samo, podbiegł do smoka i też go oswoił. Zauważył, że Szeptozgon jest bardziej zraniony, gdyż ma w sobie dość długi nóż. Czkawka najpierw go wyciągnął, potem opatrzył ranę ominął ją w czymś w podobnie "bandażu". Później podał mu smoczej miętki, aby mu uśmierzyć ból. Potem poszedł do Pomocnika, i również mu pomógł, po czym też dał mu smoczej miętki.
Chodź Szczerbatek zobaczymy tak zabawnie, żeby prawie zabijać smoki - Powiedział do Szczerba.
On poszedł za nim. Weszli w mały korytarz, który ciągnął się z 200 metrów i kończył się na ostrym zakręcie.
Kiedy doszłi już do zakrętu, usłyszeli głos dziewczyny, chłopca i jakoś mężczyzny. Czkawka wyciągnął ognisty miecz, tak aby tego nie usłyszeli, ani nie zobaczyli.
Czkawka pokazał 3 palce, a potem wskazał na zakręt do Szczerbatka. On zrozumiał o co chodzi * że na trzy nam wejdą.* Czkawka założył maskę i na  palcach odliczył do trzech, po czym razem wparowali  do środka. Te osoby, które tam zobaczył dosłownie go sparaliżowały. Stały tam trzy osoby: Astrid, Sączysmark i... ojciec Czkawki, którzy byli od kroku by zabić smoka..

Zakończone w najlepszym momencie xd Mam nadzieje, że next się spodobał :)  PS. Posty teraz bedą co trzy, cztery dni ;) Pozdrawiam -WidocznaPL

środa, 2 grudnia 2015

Next

Zapomniałem, wam jeszcze powiedzieć, że teraz z Szczebratkiem jesteśmy dość znani. Mi przypisali nazwę ,,smoczego jeźdźca", a Szczerbemu  również podobną nazwę ,,smok smoczego jeźdźca". Może dlaczego na nas tak mówią, gdyż ja noszę maskę, kiedy wylatujemy gdzieś dalej. Do tej pory jeszcze nikt nie poznał mojej twarzy *po przyjęciu nazwy ,,Smoczy jeździec". Niedawno zrobiłem własnoręcznie ,,płonący miecz" Z jednej strony pali się ogień, a z drugiej wylatuje gaz zębiroga zamkogłowego. Wystarczyła jedna iskra, aby wszystko się zapaliło. Kiedy poznałem Szczerbatka tak naprawdę nie wiedziałem, dlaczego on mnie nie chciał zabić. No niby jakaś tam przepowiednia i takie sprawy, ale nie wiedziałem jakim cudem udało mi się go oswoić. Po ostatnich wspomnianych 3 latach nauczyłem się oswajać smoki. Teraz nie muszę ich zabijać (chociaż i tak żadnego nie zabiłem) ani przed nimi uciekać. Są mi tak jak bracia. Smoki to bardzo inteligentne stworzenia, które wiedzą co to miłość, nie tak jak mój ,,ojciec". Od dłuższego czasu szukam swojej matki. Od kiedy porwał ją smok, a ja dostałem się na tą wyspę i poznałem Szczebra nadal jej szukam, przeleciałem już większość strony północy i część zachodniej. Mam nadzieję, że kiedyś ją znajdę. Jednak nigdy nie myślałem o tym, że nie uda mi się jej znaleźć. Nawet do siebie nie dopuszczam takiej myśli - Mówił wracając ze Szczebratkiem do domu.

Kiedy przylecieli już tam dolecieli, Czkawka ukląkł na podłodze, a potem zaczął rozkładać mapę.
Hmm... Wychodzi na to, że powinniśmy jutro polecieć na wschód. a kiedy indziej na południe. Ale najpierw wschód - Mówił - mamy dość jedzenia na taką podróż, tak samo wody, więc myślę, że nie będzie z tym większego problemu.

Potem dość zwinnie złożył mapę, a przed tym jeszcze namalował na niej punkt, w którą stronę jutro się wybierają. Potem nic innego nie mieli do roboty, więc poszli spać.
Szczerbatek zasnął po paru minutach, ale Czkawka przez około 1 godzinę przewracał się z boku na bok. Nie mógł przestać myśleć o swojej matce.
Od kąt skończyłem 15 lat nie widziałem jej. Może gdybym... gdybym nie był wtedy taki słaby.. może udałoby mi się ją obronić. Może wtedy byłaby ze mną... albo z - pomyślał z drobną pauzą - ojcem..
gównianym ojcem bez uczyć!! - krzyknął w myślach - przez ojca chciałem się zabić! Jedynie matka wierzyła we mnie i we wszystkim mi pomagała! - Tym razem krzyknął to na głos, chociaż chyba nie miał o tym pojęcia. Szczerbatek nawet się nie obudził. Czkawka miał taki mętlik w głowie, że chyba nawet się nie spostrzegł kiedy zasnął.

Po paru godzinach snu, razem wstali około godziny 9. Czkawka był trochę zniesmaczony tą całą nocą. Szczebratek to zauważył, przerwał jedzenie i podszedł do niego, patrząc mu w oczu.
Nic się nie stało - powiedział przecierając oczy - miałem trudną noc, nic więcej.
Jednak Szczerbatek nadal patrzył na niego z trochę zasmuconym wzrokiem.
Serio. Nic się nie stało. Za dużo myślę. Nic więcej. Idź dokończyć te ryby bo za moment wylatujemy - Mówiąc to zaczął uśmiechać się do Szczerba.
On posłuchał i poszedł dokończyć śniadanie.
Teraz na pewną ją znajdę! - Powiedział to w myślach, a potem tak jak Szczerbatek zabrał się do jedzenia.
Po 1 godzinie, byli już przygotowani do lotu. Woda, jedzenie, mapa, nóż i inne najpotrzebniejsze rzeczy był już schowane.
To jak lecimy? - Zadał pytanie
Szczerbatek wydał z siebie radosny głos na wyprawę, co chyba miało znaczyć "tak"
A więc lećmy - Powiedział, po czym wsiadł na Szczebra i razem polecieli na wschód w poszukiwani matki.
Zbyt dużo rzeczy nie mieli do oglądania. Najczęstszym co widzieli to morze, morze i morze. Nic po za tym. Czasami na horyzoncie pojawiały się jakieś małe wysepki,skały, raz nawet natrafili na smoka. Był o wrzeniec, ale nie był on niczym niezwykłym gdyż nie był to ich pierwszy wrzeniec w życiu. Oczywiście w czasie lotu nie obyło się od przekomarzanek Czkawka i Szczebratka.
Po 4 godzinach lotu znaleźli wysepkę na której mogli by się przespać i coś zjeść. Po wylądowaniu, od razu zaatakował ich smok. Był śmiertnik zębacz. Po dosłownie 10 minutach smok siedział koło Czkawki i Szczerbatka. Chłopiec go oswoił. Nie miał z tym najmniejszego problemu. Zębacz nawet dostał od Czkawki parę ryb, aby się najadł. Śmiertnik miał dość dziwny odcień skóry. Nie był to niebieski, ani coś w podobie. Miała ona kolor coś w stylu morskiej pomieszanego z takim bardzo jasnych niebieskim.  Jedynie ja końcówce ogona i na czubku głowy. Miała jedno pasmo całe niebieskie. Skrzydła był tak samo niebieskie, trochę pomieszane z kolorem żółtym.

Kiedy zjedli kolację (a było to około godziny 22) poszli spać, zasypiając przy świetle księżyca i gwiazd.

Mam nadzieję, że next wam się spodoba ;) Dość długo nad nim siedziałam. Trochę martwi mnie mała aktywność na blogu :( Bardzo mało osób od listopada wchodzi na nowe posty :( Mam nadzieję, że kiedyś się to jednak zmieni :) Jeżeli next się spodobał zostaw komentarz. On bardzo motywuję ;) - WidocznaPL