czwartek, 29 października 2015

Rozdział 5 

ROK PÓŹNIEJ...


Czkawka ma 16 lat. Wiele, w Jego życiu się pozmieniało. Może nie urósł zbytnio, ale za to
przybyło mu mięśni, od codziennego biegania. Zrobił sobie nawet prowizoryczną kuźnię. Jego
'mieszkanie' również uległo zmianie, teraz był tam stolik, jedno krzesło, nietypowe drzwi,
i łóżko. Co prawda nie były te rzeczy wykonane tak jak miał w domu (na Berk) ale zawsze nie
było najgorzej. Od tamtego razu kiedy znalazł tamte zapiski o smokach, a najwięcej o nocnej
furii nie zaglądał do nich często, ale jednak coś się w nim zmieniło, od ostatniego spotkania
z gronkielem. Kiedyś myślał, że smoki nie są takie jak mówią, ale uważał, że się co do nich pomylił. Teraz chodził, na polowania na smoki, ale jakoś nigdy mu się nie udało żadnego złapać...


Wczoraj polował on do późnego wieczora a więc był bardzo zmęczony kiedy wrócił do domu.

Następnego ranka...

yhh... Znowu wczoraj nic nie złapałem.. - mówił przecierając oczy - ale dzisiaj na pewno coś
złapie - powiedział zrywając się z łóżka - choćbym miał zarwać całą noc!

Na początku jak to zwykle poszedł zjeść śniadanie. Od wczoraj akurat zostały mu jeszcze 2 ryby, jedyne co poszedł zrobić to nabrać wody na wiadra (które samodzielnie zrobił).
Kiedy zjadł już śniadanie, poszedł pobiegać, przez pierwsze miesiące ledwo co obiegał pół wyspy,
a teraz obiega ją nawet z 2 razy.
Dzisiaj przebiegł półtora kółka.

Myślę, że na dzisiaj starczy - powiedział łagodnym głosem.

Przeważnie nie miał co robić, a więc grzebał sobie w kuźni, próbując wymyślić jakąś rzecz, która mu się może przydać.

Dzisiaj nad  wyraźniej nie miał weny twórczej, zrobił tylko kubek na wodę.

Później przeważnie chodził nad ocean, *albo morze nie wiem nad czym oni tam mieszkali xd* i siadał na piasku, albo szukał czegoś na plaży. Na polowania zawsze chodził wieczorem, gdyż w dzień prawie żadne smoki nie wychodziły. 

8 godzin później

Już czas! -mówił podekscytowany - Dzisiaj na pewno jakiegoś znajdę i zabiję!
Powiedział po czym wyszedł z domu.






poniedziałek, 26 października 2015

Next


Czkawka ciesząc się wygraną ze smokiem, zaczął iść do swojego 'mieszkanka',
gdyż zaczeło się już ściemniać.Nagle w połowie drogi zaczęła go bardzo boleć głowa.. 
Przeszedł jeszcze parę metrów, a potem upadł mdlejąc.

Obudził się następnego ranka, nadal go bolała głowa, ale nie aż tak jak zeszłego
wieczoru. Najpierw się trochę otrzepał z piachu, a potem poszedł do domu.
Idąc jeszcze zbierał sobie jagody na śniadanie.

20 minut później...

Dlaczego zemdlałem? Przecież wszystko było dobrze. Może to przez tego smoka? Nie mam
pojęcia.. - mówił.

A właśnie! Gdzie są te zapiski o smokach - mówił przeszukiwując sobie kieszenie - 
o jest! Dobra to co my tu mamy...
Czkawka jeszcze raz przeczytał zapiski.
Ale jakim cudem to może być możliwe, żeby oswoić smoka!... Przecież to są bestię,
które nie przepuszczą okazji aby cię zabić... Sama bujda... - mówił chowając
kartki do kieszeni.

Kiedy zjadł już prowizoryczne śniadanie, poszedł nad strumyk, porzucać kamienie
do wody (wiem trochę głupio to brzmi xd). Znowu miał lekkie trudności z odnalezieniem
tego strumyka, ale jednak jakoś tam trafił.

Tresować smoka pff... dziwactwo.. - powiedział szukając jakiś małych kamieni do rzucania.
Przez jego nie uwagę, prawię jego nóż wpadł do rzeczki..

aa.. Mam cię! - powiedział, lekko wpadając do wody. Yhh... Po nie mogłem zauważyć, że mi
zaraz nóż wyleci... - Wstając zauważył swoje odbicie..

Woo... Nie myślałem, że jest ze mną, aż tak źle.. mięśni zero będę musiał zacząć biegać... aa... co to? -powiedział patrząc
się na swoje prawe przedramię.. - Tego nie miałem wcześniej.

Była to jakby rana w kształcie smoka *Nocnej Furii*.

Ciekawe skąd to się tutaj znalazło. Wcześniej tego nie miałem... może stało się to kiedy 
zemdlałem. - mówił zaciekawiony.

ssss..... - Jednak to była rana, która go bolała, a przez to, że jeszcze ją dotknął tylko pogorszył sprawę. Przemył sobie wodą, 
Na razie to tak zostawię, może jeszcze w coś owinę i tyle, po sprawię - mówił - a teraz już idę do prowizorycznego domciu.

Dzisiaj taki oto next :) Powoli zacznie się wszystko rozkręcać :D Mam nadzieję, że się spodoba ;) -WidocznaPL

piątek, 23 października 2015

Rozdział 4. -Trup, smoki, łódka



Jak postanowił, tak zrobił. Troszkę mu to zajęło zanim znalazł tą grotę,
 ale kiedy tam wszedł nie było wcale ciemno, lecz grotę przepełniały promienie
słoneczne. Była ona dość przestronna jak na 'małą' grotę. Nie była ona aż tak
otwarta jak się wydawało, miała ona otwarte wejście i na górze było jeszcze kilka
otworów, przez które właśnie wpadało światło.

Myślę, że się nada do tymczasowego 'mieszkania' - mówił, z uśmiechem na twarzy
- ale trzeba będzie to jakoś urządzić, żeby było zdolne do mieszkania.

Przez godzinę zbierał różne graty typu gałęzie, liście itp.
Kiedy wyszedł na drugą stronę wyspy zauważył rozbitą łódkę, lecz nie była to jego
łódka bo nie miała znaku Berk. Wyciągnął scyzoryk i podszedł do niej.
Pierwsze co zrobił to obrócił łódkę *gdyż była obrócona do góry nogami*.

AAA! Co to!? - krzyknął przestraszony, odskakując w tył.

Pod łodzią znajdował się szkielet umarlaka.

Nie myślałem, że coś takiego tutaj znajdę - powiedział - pewnie leży tutaj już
parę dobrych lat... ale nie może to tutaj tak zostać...

Chciał się jakoś z tym uporać, a wiec wziął, umarlaka i wyrzucił go 
w morze, a później zaczął szukać czy coś nie było interesującego w tej łódce.
Przejrzał ją całą, nic tam nie było, jedyne co znalazł to dziwny otwór jakby 
na klucz, jednak klucz nie było. Chwilę pomyślał, a potem zaczął energicznie 
przekopywać piasek.
Skoro jest otwór na klucz, to pewnie klucz też musiał być, a kiedy łódka się rozbiła
pewnie gdzieś wyleciał - mówił dość szybko.

Szukał i szukał, trochę mu to zajęło gdyż klucz był bardzo zakopany w pisaku.
Jest! - krzyknął.

Pobiegł do łódki znalazł ten otwór na klucz, włożył go tam i przekręcił.
Ścianka odsunęła się. W środku były różne zapiski o smokach. Najwięcej jednak,
było o nocnych furiach..

Usiadł na pisaku u zaczął czytać.

Jest wyspa furii... Był człowiek, który oswoił kiedyś smoka... Był jego najleoszym
przyjacielem... Ale bujdy! Nocna furia prędzej by go zjadła, a nie. pff.. oswoić smoka
haha!

Nagle coś zaczęło się ruszać w krzakach.

yy... dobra, przecież nie ma na tej wyspie, żadnych smoków.. pewnie to jakiś ptak.. - 
powiedział trochę przestraszony.

I nagle zza krzaków wyleciał gronkiel!

NO PIĘKNIE! Jeszcze zabije mnie gronkiel! Pięknie! - zaczął krzyczeć.

Gronkiel prawie rzucił się na Czkawkę, ale ten w ostatniej chwili sturlał się w lewą
stronę. Czkawka wyciągnał nóż, a gronkiel patrzył na niego złowrogo. Chwilę potem
znowu leciał na niego bardzo szybko, a Czkawka nic innego nie robiąc też zaczął biec
na smoka ze swoim nożem. Smok, w pewnej chwili się zatrzymał, popatrzał na niego 
przestraszony, a potem odleciał w głąb chmur.

A mówili, że gronkiele to takie odważne smoki - powiedział ciesząc się, że smok go nie zabił.


I mamy następny rozdział :) Mam nadzieję, że się spodobał :) - WidocznaPL

środa, 21 października 2015



Next 


Budząc się myślał początkowo, że to tylko sen, który zaraz się skończy,
ale niestety nie, był to sen, tylko prawdziwe życie, które 
toczy się dalej. Wstał, niestety jeszcze się trochę chwiejąc przez nową nogę.
Jakoś nie był przygnębiony, jak to zwykle bywało, tylko w pewnym
stopniu odczuł ulgę, że nie ma tutaj ojca.. całej grupki
młodzieży... i ludzi, którzy za każdym razem kiedy coś zrobił źle
wyzywali go on jak gorszego. Teraz był wolny, nie musił nikogo 
słuchać ani wykonywać rozkazów. Jedynych osób, których mu brakowało
to był Pyskacz i Valka, której tak naprawdę przez niego teraz nie ma.Były to jedne osoby, które go wysłuchały i pomogły, kiedy miał problem.

Po 10 minutach rozmyślań nad swoim wcześniejszym życiem, poczuł głód.

No trudno, teraz sam sobie poradzę i znajdę coś do jedzenia. - powiedział.

Chrzątał się po lesie w poszukiwaniu pożywienia, niestety nie było to zbyt
proste gdyż była to dość mała wyspa. Idąc przez las zauważył małą rzeczkę,
w której pływają ryby. Wpadł na pewien pomysł.
Znalazł jedną z grubszych gałęzi, wyciągnął swój scyzoryk *scyzoryk dlatego
bo ojciec go nie przeszukał, a zawsze go ze sobą nosił* i zaczął ostrzyć
gałąź. Po paru minutach gałąź była już dość ostra, żeby przebić skórę ryby.
Wszedł do małej rzeczki, która sięgała mu do pasa, i czekał na odpowiedni moment
żeby złowić rybę *umiał to bo z Valką często chodzili łowić ryby*

Po 1 godzinie miał złowione 8 ryb, które spokojnie starczą mu na cały dzień.

Ha! No i co ja sobie nie poradzę! Czkawka!... - mówił sam do siebie, idąc
do swojego ogniska upiec je i zjeść.

Jadł dość szybko.

Pamiętam, że jak zwiedzałem wyspę natknąłem się na grotę, która nie była
dość głęboka, a mogła by się nadać na schron - powiedział dokańczając rybę.

Dzisiaj taki krótki next. Jeżeli się spodoba zostaw komentarz, one naprawdę motywują :* Trzymajcie się :* -WidocznaPL


niedziela, 18 października 2015

Next



A Czkawka płynął.. płynął.. i płyną.. Morze było tego ranka bardzo 
spokojne. Słońce mocno świeciło gdyż był to środek lata, niebo
było bezchmurne.
Płynął On 2 noce i 2 dni. Następnego ranka (3 dnia) w końcu 
dopłynął do brzegu jakieś wyspy. Po paru godzinach ocknął się
wyczerpany.


PERSPEKTYWA CZKAWKI


C-co się stało? - powiedział jakby przez mgłę - Co ja tu robię?
Chciał się podnieś jednak niesfornie mu to wyszło, gdyż (jak
wiecie) nie miał on jednej nogi.
Kiedy odkrył płótno, którym był przykryty zobaczył, że nie
ma jednej nogi od połowy kolana w dół.
Czkawka: On rany! Co oni mi zrobili - powiedział ze łzami w
oczach.
Widać, że ojciec jest nic nie wart! Od dziś nie jest on moim ojcem,
tylko człowiekiem nic nie wartym! - powiedział ze złością!
Dobra mniejsza z tym człowiekiem, gdzie ja jestem? i jak się stąd ruszyć,
w końcu nie mam jednej nogi.

Zaczął szukać, czy ktoś nie wrzucił przypadkowo coś do tej łódki przed
wrzuceniem go do tej łodzi. I nie mylił się. Była to noga oczywiście metalowa,
zrobiona przez Pyskacza, wiadomo nie zastąpi to prawdziwej nogi, ale zawsze coś.

Jedyny dobry.. - powiedział

Próbował sobie ją jakoś założyć, niestety nie było to zbyt proste.
Po 15 minutach męczenia się z tą nogą, wreszcie stawił pierwszy krok.
Był on bardzo chwiejny. Nie łatwo było mu się do niej przyzwyczaić.
Chodził kulejąc.Wreszcie wyszedł z tej łódki, rozglądając się czy nie jest
to wyspa blisko Berk. Niestety nie była to wyspa, którą by znał.

20 minut później...


Kiedy już mniej więcej obejrzał wyspę i nazbierał gałęzi na ognisko, wrócił na swoje
miejsce gdzie była łódka. Jakimś cudem udało mu się je rozpalić.

Trudno, jak mnie tam nie chcieli to nie, poradzę sobie bez nich. Siedząc przy ognisku
usnął. 

Podoba się opowiadanie? Zostaw komentarz :) On bardzo motywuję. Pozdrawiam miśki :* -WidocznaPL

piątek, 16 października 2015

Rozdział 3

Perspektywa Stoika


Stoik od razu jak wszedł do domu pobiegł do góry, żeby nakrzyczeć na Czkawkę.

Stoik: O a tutaj pan się schował - powiedział - a ładnie to tak uciekać przed ojcem
- mówił podchodząc do niego i uderzając go ręką w twarz.
Czkawka: A to za co!? - powiedział

Stoik: Za co? ZA CO!? Ty się mnie jeszcze pytasz? a czemu nie ma z nami teraz twojej
mamy?

Czkawka: To akurat nie moja wina! - krzyknął.

Nie twoja a czyja? - powiedział Stoik - gdyby matka nie poszła ciebie szukać teraz
tu by z nami siedziała. A teraz co!? Nie ma jej. Przez kogo? Przez ciebie! - mówił,
podnosząc Czkawkę za szyję, a potem rzucając nim o ścianę.

Czkawka: W ogóle nie widzisz, że mi przykro, że nie chciałem aby tak wyszło!

Stoik: No to trzeba było ją obronić, a nie stać w miejscu i nic nie robić. Gdybyś
byś bardziej inteligentny nie posłuchał byś matki, tylko targnął się na smoka, i
zabił go . Gdyby nie ty nic by się takiego nie stało! - powiedział to znowu
rzucając Czkawką, ale tym razem w innym kierunku. Był to kierunek kosza, w którym
była broń typu: miecze, topory itp. I niestety Czkawka trafił akurat na jeden z
takich mieczy, który przebił mu nogę na wylot, a z nogi od razu poleciała masa
krwi. Ale Stoik zamiast przestać, wręcz przeciwnie, jeszcze mocniej zaczął
bić syna, rzucać nim i traktować go jak worek treningowy.
Kiedy już zaprzestał, Czkawka był cały we krwi, w siniakach i miał przebitą nogę,
która tak naprawdę była już martwa.

Stoik: hmm.. nie zostawię Go tak przecież... Wiem! już niedługo się z ciemni a więc
wezmę paru ludzi z wyspy, aby przenieść Czkawkę do łódki a potem tą łódkę odepchnę
od brzegu. Nareszcie nie będzie on sprawiał problemów. - pomyślał.

A Stoik jak chciał tak zrobił, lecz przed tym poszedł do Pyskacza z Czkawką, którego
niósł na rękach.
Pyskacz, Czkawki już jutro tutaj nie będzie, a widzę, że od tego miecza ma już martwą
nogę więc.. odetnij ją. - powiedział szorstko Stoik.

Pyskacz: Jestyś! Co mu się stało jest cały po siniaczony! Co ty mu zrobiłeś! - krzyczał

Stoik: Zrobiłem to co musiałem zrobić dla dobra Berk. - powiedział - I Pyskacz. nie
sprzeciwiaj mi się! W końcu jestem tutaj wodzem! Rób to co każe!

Pyskacz: D-d-dobrze.. - powiedział jąkając się.

Pyskacz zrobił to co chciał Stoik, najchętniej by tego nie zrobił ale nie mógł sprzeciwić
się wodzu, bo mogło by się to dla niego źle skończyć. Tak jak chciał Stoik, tak odciął Czkawce
nię, która i tak już była martwa. Potem poszedł po parę osób z Berk aby pomogli mu wziąć łódkę
dla jego syna. Kiedy już uporali się z wszystkim, wsadzili Czkawkę do łódki i odepchnęli ją., a
Stoik nawet nie pożegnał się ze swoim synem, jedynie narzucił na niego płótno.
Stoik: Aaahh.. Nareszcie mam wolne od tego bachora. Teraz już mogę spokojnie zająć się
poszukiwaniem Valki.

Reszta: Racja - przytaknęli.

Kiedy było już po wszystkim, rozeszli się, każdy do swojego domu.



Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał :) Next będzie około niedzieli lub poniedziałku :) - WidocznaPL

środa, 14 października 2015

Rozdział 2 - Porwanie.



PERSPEKTYWA CZKAWKI


Stoik: Czkawka! Co jest! wstawaj. Gdzie Valka? - powiedział szorstko Stoik
Czkawka: Nie wiem.. - powiedział wstając i przecierając oczy. Zaraz! -krzyknął
o nie! pa.. pamiętam, że szukała mnie i potem rozmawialiśmy a potem przyleciał
ponocnik i.. i ją zabrał! - mówił zaczynając krzyczeć i płakać.
Stoik: A ty głupolu! Co matki nie umiałeś obronić! Co z ciebie za syn! 
Czkawka: Ale tato..
Stoik: Nie nazywaj mnie swoim ojcem! Nie chce syna, który nawet swojej matki
nie obroni przed smokiem! - mówił zbliżając się do syna
Czkawka nic nie powiedział tylko pobiegł do lasu z łzami w oczach.

PERSPEKTYWA STOIKA

Yh.. I co ja mam z niego? Same problemy. - powiedział Stoik
Pyskacz: No pożytku to ty nie masz - powiedział wzdychając. 
Stoik: Nie wiem co jest z nim nie tak. Był wychowywany tak jak inne dzieciaki
w jego wieku. Na przykład taki Sączysmark, już bardziej bym wolał takiego syna
niż takiego ciamajde.
Pyskacz: Nie mów tak o nim. W końcu to twój syn, i kiedyś zostanie wodzem Berk.
On wodzem!? Odrazu by go zniszczyli! Nie chce takiego syna.. Ale mniejsza z nim,
co się stało z Valką. Jeżeli naprawdę ją porwał smok to jednak mamy spory problem. - 
powiedział Stoik.
Sączyślin: Ej patrzcie! - krzyknął
Stoik: Przecież to but Valki. A - mówił idąc dalej -to chyba są ślady tego smoka.
Sączyślin: Widać, że ślady są już suche czyli był tu około 6 godzin temu.
Stoik: Ah moja biedna żono! Czemu akurat ciebie? Czy ten smok nie mógł wziąć kogoś innego!? - 
powiedział przygnębiony.
Pyskacz: Ojj Stoik.
Sączyślin: Trudno, musimy zacząć poszukiwania po wyspach. Może smok zasiedlił się na jakieś.
Stoik: Dobry pomysł Sączyślinie - powiedział już troszkę weselszym głosem.

PERSPEKTYWA CZKAWKI

Czkawka biegł czym prędzej do swojego domu, żeby zamknąć się w swoim pokoju.
Był bardzo przygnębiony, tym że jego matki już nie ma. Byłą to jedyna osoba, (po za Pyskaczem)
która go rozumiała, i przytuliła kiedy było trzeba. Teraz już jej nie ma i niewiadomo czy jeszcze
kiedykolwiek ją zobaczy.
Kiedy już wbiegł do wioski nie obyło się od spotkania grupki jego "kolegów", którzy jak zwykle nie
mogli dać mu spokoju. 
Sączysmark: A gdzie się panienka śpieszy? - powiedział podkładając Czkawce noge.
yhh - powiedział Czkawka twardym upadku na ziemię.
Mieczyk: hahaha to było warte zatrzymania się!
Czkawka: Dajcie mi spokój..
Sączysmark: A niby czemu? Co nie podoba Ci się? - mówił podśmiewując się pod nosem
Czkawka: A tak! Nie podoba mi się! - powiedział i odbiegł szybko od grupy aby jak najszybciej
dostać się do swojego domu. Jedynie z oddali usłyszał jeszcze słowo "ciamajda". które najprawdopodobniej
było wypowiedziane przez Sączysmarka.
Wbiegł szybko do domu otwierając drzwi na oścież, nawet ich nie zamykając. Potem pobiegł na górę do
swojego pokoju, szybko upadając na swoje łóżko.

wtorek, 13 października 2015

Rodział 1 - Zmiany


Perspektywa Valki

- Czkawka! Czkawka! Gdzie jesteś!? - Krzyczała na cały głos. Czkawka nie wrócił do domu wieczorem wiec postanowiła go szukać...

Perspektywa Czkawki

- I znowu to samo! Mam już tego dość! Każdy mną pomiata nawet własny ojciec. Po co mi tak w ogóle żyć!? Przecież i tak nikt nie docenia ze się staram! - Czkawka stał na skraju urwiska. Jeden krok dzielił Go od śmierci. W ostatniej chwili znalazła go matka
. Valka: Czkawka nie rób tego! To nic nie zmieni!

Czkawka: Jak nic!? Przynajmniej będziecie mieli spokój! - Lekko się zawahał ale mówił dalej - I tak nikt mnie nie kocha a tym bardziej nikt mnie nie szanuje.
Sunku jeżeli chodzi Ci o tatę, to on zawsze taki był. Chce się zmienić ale nie może..
A co do grupki młodzieży na wyspie. Nie martw się. Nie wiedzą kogo tracą.. Też kiedyś byłam tak pomiatana, ale nie poddałam się. Walczyłam dalej o moje mienie i potem się wszystko zmieniło. Takie takie rzeczy nie rozwiążą sytuacji a mogą jedynie je pogorszyć. - Powiedziała Valka odkładając swój topór pod drzewem i tuląc go w swoje ramiona. 
Czkawka: Może masz rację ale..
I nagle rozległ się głośny ryk, przez który aż ziemia się zatrzęsła.  
Mamo co się dzieje? - powiedział zaniepokojony Czkawka
.
Nie wiem, czyżby znowu smoki atakowały przecież.. - niestety nie dane było jej skończyć gdyż wtedy z lasu wyleciał smok mierzący sobie ponad 2 metry. Był to koszmar pomocnik. Czkawka jak i jego matka stali w bez ruchu. Valka: Nawet nie spróbuj drgnąć, ja się tym zajmę. - Smok był akurat koło toporu Valki.

Perspektywa Valki

- O rany! Chyba jeden z największych koszmarów pomocników jakiego widziałam. Jest straszny! yhh!... Ale muszę obronić syna nie mogę skulić się w kłębek i dać zabić siebie i Czkawke.- pomyślała Valka 
Nagle szybko pobiegła w stronę toporu żeby go wziąć i odgonić smoka. Jednak gdy dzieliły ją już parę metrów smok wbiegł na nią i przybił ją do drzewa.
Czkawka: Mamo!! 
Valka jednak nie dała za wygraną. Chciała odepchnąć od siebie smoka ale raczej to było możliwe. Jednak smok zaczął patrzeć jej prosto w oczy, a ona zaczeła robić to samo.
Nagle Czkawka znalazł gdzieś kija i zaczął biec z nim na smoka. Przez to przestał on patrzeć się na Valke tylko zwrócił uwagę na Czkawke. Ona jednak odgarnęła smoka w swoją stronę aby nadal mogła na niego patrzeć. Wtedy..Smok złapał Valkę swoimi łapami i odleciał z nią.

Perspektywa Czkawki

Czkawka przestraszony i zdziwiony zaczął krzyczeć.. -MAMO!! Jeszcze przez moment ją widział, potem już smok odleciał tak daleko, że nie było go widać. Czkawka z przestraszenia zemdlał mówiąc jeszcze niewyraźne słowo mamo.

To jest moje pierwsze opowiadanie także proszę o wyrozumiałość. W razie jakiś błędów proszę pisać :)
                         Prolog

Czkawka jak na razie ma nogę 
Jest Valka
Wszyscy maja po 15 lat.

Narazie smoki są zabijanie.

Potem się wszystko rozwinie :)

Będę pisać wszystko z perspektyw.

Mam nadzieje, że wam się spodoba :)

Pochyłą linią będę pisać myśli :)

Posty będą się pojawiać raz na trzy, cztery dni ;)

Nie kopiować postów!

Będę się podpisywać -WidocznaPL 
                                     
                                                                                                                                       Pozdrawiam :*