wtorek, 29 grudnia 2015

Rozdział 12 - Wojna!

Dzień przed wojną...

A więc tak - mówił Czkawka omawiając plan działania - zaatakujemy ze wschodu, gdzie znajduje się główna część wyspy. Nie jest nas dużo, ale mamy coś, czego im brakuję... smoków. Może nie jest nas zbyt dużo, *bo tylko 40 osób* ale mamy około sześćdziesięciu smoków różnej rasy. Kiedy skończę omawiać plan działania, każdy dostanie miecz, tarcze i inne potrzebne rzeczy. 10 osób, które już wcześniej powiadomiłem, dostaną łuk i strzały. Będą strzelać z łodzi - mówił energicznie - inni będą walczyć z przeciwnikami mieczami. Smoki będą robić to co będę pokazywał znakami. Każdy z nich ma już wszystkie znaki w pamięci. Ja z rekrutami polecimy przodem, wy będziecie płynąc za nami, my atakujemy pierwsi. Wszystko jasne? - Zapytał.
Tak - Odpowiedzieli chórkiem.
Dobrze. A więc wszyscy do łodzi! - krzyknął - Jednie 5 rekrutów zostanie ze mną.
Całą 5 migiem stanęła przy smoczym jeźdźcu.
Słuchajcie - zaczął powoli - teraz nie jesteście już rekrutami, tylko moimi przyjaciółmi, każdy z was jest dla mnie bardzo ważny na swój sposób - Mówił.
Każdy z nich uśmiechnął się od ucha do ucha.
Ale teraz musimy wygrać tą wojnę, jeżeli nie chcecie już aby wodzem był mój.... - Zrobił szybko pauzę -  yy... mój wróg. Uff.. o mały włos, a bym się wygadał - pomyślał.
Wszyscy popatrzeli na niego ze zmieszaną twarzą.
Ale teraz nie ma na to czasu. Dalej! Każdy wie co ma robić. Wszyscy płyną łodziami, tylko my lecimy na smokach, reszta smoków leci za nami. Mam nadzieję, że sobie poradzimy - Powiedział ściszonym głosem.
Na pewno sobie poradzimy - mówiąc Śledzik położył rękę na jego ramieniu - każdy z nas da z siebie wszystko. - Powiedział to, a potem jeszcze raz się uśmiechną.
Każdy z nich poszedł w ślady Śledzika.
Dobrze - Powiedział - chodźcie! Lecimy! Po czym wszyscy szybko opuścili wyspę, i zaczęli płynąć na Berk.

1 godzinę później...

Dopływamy! - Krzyknął Czkawka z góry.
Teraz się zacznie... - Powiedział Sączysmark.
Bądźcie dobrej myśli - Mówiła Astrid - Jest z nami Smoczy Jeździec, wszystko powinno pójść gładko.
Przygotujcie się - Wtrącił Czkawka - zaraz atakujemy.
Wszyscy polecieli na wskazaną wcześniej pozycję. Lecąc już parę strzał o mało nie uderzyło w ludzi na łodziach.
Kiedy byli już prawię nad głowami przeciwników Smoczy Jeździec krzyknął: Atak!
Wtedy rozpętało się prawdziwe zamieszanie. Stoik miał wcześniej około 30 wspólników, teraz miał ze 120 osób! Czkawka wraz z całą resztą zaczęli atakować.
Wszyscy 'rekruci' świetnie sobie radzili. Czkawka zmiatał wszystkich z powierzchni ziemi, tak jak inni. Stoik walczył w samym środku pola bitwy.
Dość dobrze mu idzie - pomyślał - mam nadzieję, że wygramy...
Wrau! - warknął Szczerbatek. Prawie by dostał sztyletem Stoika. Obaj popatrzeli się na dół. Czkawka wiedział o co mu chodziło, chciał walczyć z Czkawką w cztery oczy.
Kiedy Szczerbatek wylądował na ziemi, Smoczy Jeździec powiedział Szczerbowi, żeby pomógł reszcie, po czym pobiegł ku Stoikowi. Od razu zderzyli się swoimi mieczami. Walka była zacięta. Tak naprawdę nie można było stwierdzić kto wygrywa. Czkawka walczył swoim 'ognistym' mieczem, a Stoik dość mocnym żelaznym.
Ze mną nie wygrasz! - Krzyknął Stoik
Jeszcze zobaczysz! - Odkrzyknął
Po krótkiej chwili usłyszeli dźwięk gąku nadpływającego statku. Smoczy Jeździec i Stoik w tym samym momencie popatrzyli na ocean. Płyną tam Dagur i Albrecht ze swoją flotą. Z daleka był widoczny złowrogi uśmieszek Dagura. Albrecht i cała reszta już szykowała się do wystrzału podpalonych strzał.
Oni... - Jękną Stoik.
...Połączyli siły i właśnie na nas płyną - Czkawka przełknął głośno ślinę. - Słuchaj jeżeli jeszcze w ogóle zależy ci na tej wyspie to połączmy siły, żeby ich pokonać.Są od nas silniejsi. Potem dokończymy naszą walkę - Powiedział, po czym wyciągną rękę w stronę Stoika.
On zrobił złowrogą minę, ale podał mu rękę i zaczęli współpracować.

I... oto niedokończona wojna xd Dagur i Albrecht połączyli siły. Kto wygra? Piszcie co myślicie :) - WidocznaPL

sobota, 26 grudnia 2015

Next

10 dni później...
Dobrze! - krzyczał Czkawka do Astrid -  trzymaj tak dalej!
Wszyscy dochodzili już do perfekcji jak latać na smokach. Właśnie odbywała się ostatnia lekcja. Każdy z nich miał jakieś minusy, ale też mieli swoje plusy.
Sączysmark popraw trochę kąt pod który lecisz! - krzyknął.
Robi się! - Odpowiedział.
Po 15 minutach skończyli lekcję.
Ejj! Możemy chwilę pogadać? - Podbiegła Astrid.
Pewnie. O co chodzi - Spytał.
Chodzi o naszą wojnę ze Stoikiem... - mówiła - wiesz... są jeszcze inne wyspy... na której też nie tolerują smoków... a... a jeżeli on zebrał sobie wielką armie.., i nie zdołamy go pokonać?
Jeżeli do takiego czegoś dojdzie, to wtedy będziemy się tym martwić - Powiedział spokojnie.
Ale co wtedy zrobimy... - mówiła ze łzami w oczach - nikt z nas nie chce, żeby on nas tutaj torturował... był dla nas straszny.... nie chcę tam wrócić!
Ojj Astrid.. - Powiedział przytulając Astrid i głośno wzdychając. - Nigdy nie dopuszczę do tego, abyście do niego wszyscy wrócili.
Przysięgasz?... - Rzekła patrząc się w jego zielone oczy.
Tak, przysięgam - Odpowiedział

Perspektywa Astrid

Kiedy już mi przysiągł porozmawialiśmy jeszcze trochę, a potem poszłam sobie do lasu. Bardzo obawiałam się wojny. Normalnie jestem bardzo wojownicza, a teraz jakby cała odwaga ze mnie zeszła.
Kiedy weszła już do lasu poszukała jakiegoś pieńka, po czym na nim usiadła rozmyślając.
Od pewnego czasu nie mogę przestać myśleć o smoczym jeźdźcu - myślała - nie wiem jak się dokładnie nazywa, ale bardzo podoba mi się jego charakter. Jego głos wydaję mi się bardzo znajomy, ale dokładnie to nie wiem kim on jest. Mam nadzieję, że kiedyś pokaże nam swoją twarz. 
Po krótkiej chwili usłyszała, że coś stoi za drzewem. Odruchowo wyciągnęła swój topór.
Pokaż się! - Powiedziała.
Jednak nikt nie chciał wyjść zza drzewa.
Więc powtórzyła: Pokaż się!... Bo pójdę po wsparcie!.
Wtedy ta osoba zaczęła uciekać. Okazało się, że nie była to jedna osoba tylko kilka. Na oko z 10 osób. W ułamku sekundy zobaczyła, Stoika uciekającego w stronę wybrzeża. Ona tylko patrząc jak oni uciekają, sama zaczęła biec w przeciwną stronę po pomoc.
Szybko! Oni uciekają! - Krzyczała na cały głos.
Co się stało!? - Podbiegła do niej cała piątka.
Oni chowali się... w lesie.. tam... był Stoik... gońcie go... - Mówiła dysząc, po czym pokazała palcem w którą stronę uciekali.

Perspektywa Czkawki

Wszyscy popatrzyli na smoczego jeźdźca, jednak on na nikogo nie spojrzał tylko szybko zawołał Szczerbatka, i ruszył w pościg za brygadą Stoika. Reszta zrobiła to samo. Jedynie Astrid została.
Biegli szybko, z całych sił, żeby tylko ich dogonić. Kiedy dobiegali już do końcówki lasu zauważyli, że Stoik ze swoimi ludźmi już odpływa. 
Oni jeszcze bardziej przyśpieszyli. Jednak kiedy już wybiegli z lasu zauważyli tylko jak Stoik już jest około 200 metrów od wyspy. 
Hakokieł strzelaj! - Powiedział Sączysmark.
On już się szykował do strzału, kiedy w ostatnie chwili Smoczy jeździec zamknął paszczę smoka.
Nie.. - Powiedział zimnym głosem.
Jak nie! - Krzyknął Sączysmark - przecież by już zginął gdyby Hakokieł wystrzelił!
Jeszcze nie jest odpowiednia do tego chwila. Wszystko ma się rozwinąć na wojnie. - Odpowiedział suchym głosem.
Patrzyli oni jak Stoik ze swoimi ludźmi odpływa w dal. Nikt nic więcej nie mówił. Kiedy znikli już za horyzontem, Czkawka odwrócił się i poszedł do osady, reszta zrobiła to samo.
Myślał on o tym, czy przypadkiem nie blokowało go to, przed zabiciem Stoika, że on jednak był jego ojcem. Nie wiedział dokładnie co ma o tym myśleć. Czy powinien go zabić, czy też nie. Kiedy doszedł już do osady razem ze Szczerbem, poszli do swojego starego mieszkania.

Dzisiaj taki next :) Mam nadzieję, że się spodobał ;D Trochę przy nim posiedziałam xd -WidocznaPL

wtorek, 22 grudnia 2015

Next

       Kiedy już dopłynęli, najpierw Czkawka wszystkich oprowadził, po większej części wyspy. Potem  wszyscy wzięli się do roboty. Jedni zaczęli ścinać drzewa inni natomiast poszli poszukać czegoś do jedzenia. Smoczy jeździec, nawet nic nie powiedział, a wszyscy wzięli się do pracy. 
Czkawka wrócił jeszcze po Sączysmarka, który czuł się już lepiej.
Masz tutaj jakąś kuźnię? - Spytał Pyskacz.
Tak. Chodź zaprowadzę cię tam. - Odpowiedział.
Pyskacz bez większego zastanowienia się, zaczął robić różne narzędzia przydatne do wojny.
Została ich tam tylko szóstka, Smoczy jeździec *Czkawka*, Astrid, Śledzik, Sączysmark, Mieczyk i Szpadka.
Również Czkawka porozdzielał wszystkim jakieś prace w budowie różnych domów i innych potrzebnych rzeczy.
Wszyscy uwijali się w mgnieniu oka. Czkawka pomagał ze Szczerbatkiem w stawianiu bel pod konstrukcję domu.
Astrid i Sączysmark pomagali w zdobywaniu jedzenia, a Mieczyk i Szpadka mięli pomóc przy ścinaniu drzew, ale i tak nic nie robili, tylko siedzieli na głazie i się gapili jak inni robią.
Pod wieczór  były skończone 3 domy. Akurat były one dość pojemne, i pomieściły wszystkich ludzi, którzy przy płynęli razem z Czkawką.
Chłopiec i Szczerbek poszli do własnego domu.

Nad ranem...
Perspektywa Astrid
      Kiedy się obudziłam wyszłam na dwór, żeby trochę się przewietrzyć. 
Nie sądziłam, że jest tutaj tak pięknie. Smoczy jeździec bardzo dobrze tutaj sobie radzi. - myślałam - myślę, że wszyscy dobrze się tutaj poczują. Chociaż na pewno będzie tutaj lepiej, niż tam ze Stoikiem.
Nawet się nie spostrzegła kiedy doszła do pięknej plaży. Co prawda wczoraj też ją widziała, ale nie zwracała na nią szczególnej uwagi. Usiadła sobie na piasku wpatrzona w wielki ocean. Nagle ktoś odezwał się z tyłu.
Za godzinę zaczynamy szkolenie. - Powiedział 
Kiedy się odwróciła zobaczyła, że to Smoczy jeździec więc się do niego uśmiechnęła.
Dobrze. - Odpowiedziała krótko.
Powiadom resztę, będę czekał na wzgórzu, przy urwisku. - Powiedział ciepłym głosem.
Po chwili wszedł na Szczerba i polecieli wysoko w chmury. Po chwili już straciłam ich z pola widzenia.
Poczułam głód i wtedy przypomniało mi się, że nie jadłam żadnego śniadania. Wróciłam do domu, w którym spałam, a potem powiadomiłam resztę.

Perspektywa Czkawki

       Musiałem poszukać jakiś smoków, dla naszych nowych rekrutów. Nie będą one jakieś jedne z najlepszych, ale nie będą też najgorsze. Coś po środku. Nie będę każdego oddzielnie zabierać w szukaniu dla niego smoka, bo byśmy się z tym nie wyrobili do tej wojny. Zabrałem tego śmiertnika zębacza z wyspy, na której kiedyś nocowałem. Potem poleciałem po koszmara ponocnika, którego wcześniej leczyłem. Po drodze pozgarniałem jeszcze z 9 losowych smoków. - Mówił.
      Kiedy już doleciał, rekruci już na niego czekali. Na początku trochę się bali smoków, ale pokazałem im je z dobrej strony i potem było już wszystko dobrze.
A więc wybierajcie sobie smoki - Powiedział Czkawka.
Każdy z nich zaczął oglądać każdego smoka. Astrid wybrała pierwsza. Tego śmiertnika zębacza, którego już wcześniej oswoiłem, ale ona też to musiała sama zrobić. Sączysmark wybrał koszmara ponocnika, tego któremu wcześniej opatrzyłem ranę. Teraz już się miał dobrze. Śledzik wybrał gronkiela. Nie wiedziałem dlaczego akurat tego smoka, ale nic do tego nie miałem. Mieczyk i Szpadka nie mogli się zdecydować, a więc wybrali wspólnego smoka zębiroga zamkogłowego. I tak oto wszyscy mieli już swoje smoki. 
Na razie zostawiam was samych. - Powiedział - poznajcie się z nimi, niech wiedzą, że mogą wam ufać w 100% (procentach). Oni tylko kiwnęli głową na znak zgody, a potem każdy porozchodził się w swoją stronę, ze swoim smokiem.

Mam nadzieję, że next wam się spodobał :) Już niedługo wojna... Kto wygra? Piszcie swoje propozycję. - WidocznaPL





sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 11 - Niedługo wojna!

Na początku nie wiedział czy podjął dobrą decyzję na temat tej wojny.
Dobrze zrobiłeś - Odezwał się Pyskacz, podchodząc do smoczego jeźdźca *Czkawki*.
Tak dobrze - Mówiły różne osoby z grupki.
Jeżeli chcę tej wojny, to ją dostanie - Dodał Pyskacz łapiąc jeźdźca za ramię. - każdy tutaj ma już go dość. Nawet ja. Najbliższa osoba wodza. Może uzbiera sobie większą armię osób z mieczami, tarczami i wyrzutniami. Ale my mamy ciebie. - Powiedział - jesteś smoczym jeźdźcem. Masz wielką gromadę smoków. Mógłbyś zostać naszym wodzem..
Wszyscy zaczęli kiwać głową na tak.
Czkawkę w tym momencie zatkało. Nie wiedział co powiedzieć.
Zostać wodzem Berk? Tam gdzie kiedyś wszyscy mnie wyśmiewali?... Nie wiem.. - pomyślał.
Niee... wole nie.. - Odpowiedział.
Musisz! Jesteś odpowiednim kandydatem! Zaprowadzisz porządek na Berk - krzyczeli niektórzy.
Nauczysz nas jak żyć w zgodzie ze smokami - Powiedziała Astrid.
Czkawce popatrzał na Szczbratka. Tak naprawdę to zrobiło mu się ciepło na sercu, że tak o nim wszyscy myślą.
Pomyślę nad tym. - Odpowiedział.
A wy co tu jeszcze robicie! - Podszedł do nich Stoik, z wrogim wyrazem twarzy - może chcecie się wycofać?
Nie - powiedział spokojnie - nikt się z nas nie wycofa!
To wynocha! - krzyknął w odwecie Stoik.
Chodźcie wszyscy na łodzie! Nie będziemy tracić na niego czasu. - Odpowiedział Czkawka.
Zaraz! A gdzie jest Sączysmark? Zapytał Śledzik.
Wszyscy zaczęli się obracać za siebie w poszukiwaniu chłopca.
Tutaj... j..jestem - Powiedział cicho Sączysmark.
Kiedy wszyscy odnaleźli go już wzrokiem aż się wystraszyli. Chłopak był cały poobijany. Chyba miał złamaną rękę.
Smoczy jeździec i Astrid szybko podbiegli do Smarka, bo ledwo co się trzymał na nogach. 
Ostatnie słowa jakie wypowiedział to: To.. jego wina... - wskazał palcem na Stoika po czym zemdlał.
Astrid zabrałem, to nad nim musiałeś się znęcać! - Krzyknął Czkawka.
To moja sprawa! Robię to co chce! - Odkrzyknął w odwecie.
Wódz nie robi takich rzeczy! - Mówiąc to położył Sączysmarka na Szczerbatku.
Nic już nie mówiąc wszyscy poszli za Czkawką na łódź.
Zaraz podbiegła do niego Astrid.
Trzeba będzie go opatrzyć. - Powiedziała.
Macie jakąś osobę, która mogłaby mu pomóc? -  Zapytał.
Mamy. Nazywa się Gothi i chyba jest gdzieś tutaj. Zaraz ją zawołam - Odpowiedziała
Nie - Powiedział łapiąc ją za rękę - Dopiero na łodzi. Bęzie łatwiej mu pomóc.
Dobrze - Powiedziała.
Kiedy doszli już do łodzi Czkawka wszystkich porozdzielał, żeby wszyscy się pomieścili do łodzi.
Pokazał osobie, która umie pływać łodzią kurs na jego wyspę. Płynęli pierwsi, a za nimi pozostałe 3 statki.
Sączysmarka położyli pod pokładem. Astrid sprowadziła Gothi i ona się nim zajęła.
Kiedy razem ze Szczerbatkiem wyszli od Smarka, czekali tam na nich: Śledzik, Szpadka i Mieczyk.
Jak się nazywacie? - Powiedział *Wiedział jak się nazywają, ale powiedział to, żeby niczego nie podejrzewali*
Ja Śledzik, a to Szpadka i Mieczyk. - Powiedział
Nauczysz nas latać na smokach!? - Powiedziała zachwycona Szpadka
Postaram się. - Powiedział spokojnym tonem. - Na razie to trzeba będzie wam jakieś znaleźć.
Ale co znaleźć? - Powiedziała
No smoki - Odpowiedział zdziwiony Czkawka.
A okej. - Przemówiła po chwilowej pauzie.
Możesz zdjąć maskę? - Spytał Śledzik
Nie. - Odpowiedział krótko.
Dlaczego? - Spytał Mieczyk.
Czkawka odwrócił się, i oparł łokcie o ścianę statku. 
Smoczy jeździec nie zdradza swojej tożsamości. - Odpowiedział.
A dowiemy się kiedyś? - Spytała Astrid.
Nie wiem - Powiedział.
Śledzik zmienił temat.
Gdzie płyniemy? - Spytał.
Na moją wyspę - odpowiedział
Woooo - Rozmarzyła się Szpadka - ale masz fajnie... Też bym tak chciała, mieć swoją wyspę..
Ja też siostra - Dopowiedział się Mieczyk.
Ale ona i tak była by moja! - Krzyknęła Szpadka.
A nie bo moja! - Krzyknął w odwecie Mieczyk.
Moja - Krzyknęła.
Ale co będzie twoje? - Zapytał głupawo Mieczyk.
Wyspa chyba - Odpowiedziała.
A no tak - Mówiąc walnął się dwa razy w głowę ręką.
Mieli przed sobą jeszcze około 2 godzin płynięcia. Więc rozmawiali ze sobą, aby bardziej się poznać. Oczywiście rozmawiał ze wszystkimi osobami z łodzi, nie tylko z grupką młodzieży.

Już 11 rozdział :D Jak to czas leci xd Dzisiaj oto taki next :) Jeżeli się spodoba zostaw komentarz :D To wielka motywacja ;) Pozdrawiam - WidocznaPL

 

 



wtorek, 15 grudnia 2015

Next


W czasie lotu trochę rozmawiali. Tak naprawdę, to tylko o tym co się działo przez ostatnie lata. Po 20 minutach byli na miejscu. Wylądowali w lesie. Nikt ich nie zauważył.
Zwołasz wszystkich tutaj, czy mam iść tam do was? - Powiedział z nadzieją, że wybierz tą pierwszą opcję.
Wolałabym, żebyś poszedł tam na sale. Łatwiej będzie mi tak wszystkich sprowadzić - Powiedziała.
No dobrze.. - odpowiadał wzdychając - przyjdź do mnie jak już wszyscy się tam zbiorą.
Astrid tak zrobiła, jak chciał smoczy jeździec *Czkawka*.
Po 20 minutach przybiegła do niego Astrid, pokazując mu gdzie jest ta sala, na której wszyscy się by pomieścili.
Kiedy zaszli na miejsce, wszyscy już byli tam zgromadzeni. Czkawka wszedł na podest *nadal miał na sobie maskę, i był z nim Szczerb*
A więc drodzy zgromadzeni... - zaczął - przybyłem tutaj, gdyż usłyszałem o waszych problemach z wodzem. Astrid o wszystkim mi powiedziała, że was bije, znęca się nad wami i wiele innych strasznych rzeczy. Chciałbym wam jakoś pomóc...
A niby jak chcesz to zrobić! - Odezwał się ktoś z tłumu.
Próbowaliście mu się kiedyś przeciwstawić? - spytał.
Próbowaliśmy - odpowiedzieli pół chórkiem.
A próbowaliście się przeciwstawić razem? - Odpowiedział
Zaczęły się szmery, ludzie szeptali do siebie.
No... niee. Nie... - Odpowiadały jakieś osoby z zbiorowiska.
Mamy mało czasu. Wasz wódz będzie tu lada chwila. Jeżeli chcecie możemy razem się mu przeciwstawić. Jak wiecie.. lub nie jestem Smoczym Jeźdźcem.. mam swojego smoka.. jak i inne rozmaite gatunki. Jeżeli chcecie mogę wam pomóc.. Jeżeli tego chcecie... - Zapytał całą zgromadzoną gromadę.
Taak! Chcemy! - Odpowiedział jakiś mężczyzna.
Mamy dość Stoika!! - Powiedziała jakaś kobieta
Chcemy nowego wodza! - Ktoś krzyknął z tłumu.
A więc dobrze, kiedy wódz przypłynie tutaj, a stanie się to lada moment, porozmawiamy z nim, o jego władzy. - Odpowiedział.
Kiedy Czkawka zszedł już z podium wszyscy otoczyli go w dużym kręgu *łącznie ze Szczerbatkiem* i zadawali różne pytania.
Dosłownie 10 minut po tym Stoik wparował do sali.
A co się tu wyprawia! - Odpowiedział wyższym tonem Stoik.
Wszyscy jak na zawołanie zamarli. Nikt się nie ruszał, jedynie co Czkawka zaczął przechodzić między ludźmi. Oni zaczęli podążać za nim.
A więc tak 'wodzu tej pięknej wyspy' - mówił - słyszałem, że nie jesteś zbyt dobry dla swoich ludzi. Podobno ich bijesz, zamykasz w lochach czy to prawda? - Zapytał *Co prawda wiedział, że to jest prawda, ale chciał zapytać go, żeby sam się do tego przyznał.
Po to są poddani, żeby byli na moje posyłki! Bije ich bo mam to tego prawo! Jeżeli mnie nie słuchają to muszą zostać skarceni! - Krzyczał Stoik.
W tłumie znowu wszyscy zaczęli szeptać.
Sam się przyznałeś do tego co robisz - odpowiedział - ale nie możesz nikogo bić tylko dlatego, że nie wykonał twojego polecenia! - Odpowiedział, a potem zrobił krótką pauzę - Razem z ludem mieszkającym na tej wyspie uzgodniliśmy, że nie będziesz dłużej wodzem - mówił spokojnie - nikt cię tutaj nie popiera. Każdy z osób tutaj będących przyznał, że nie chce abyś był dalej wodzem.
Nie możecie mnie znieść! - krzyknął - dowództwo przechodzi z dziada, pradziada! Teraz stanęło na mnie! Syna nie mam, a raczej miałem ale był tylko zbędny! - Wszystko to wykrzyczał mu w twarz.
W Czkawce, aż krew zaczęła się gotować. Jeszcze jak powiedział słowa ''syn'' i ''zbędny'', tylko bardziej się rozzłościł. Dobrze, że miał na sobie maskę, i że nikt nie widział jak się zezłościł.
Jednak po mimo tych spraw postarał się uspokoić, i mówić spokojnym głosem.
O ile wiem, jeżeli wódz nie spełnia swojej roli, to lud może wybrać sobie innego wodza, najlepiej gdyby był to ktoś z rodziny, której nie miałeś, a więc każdy może kandydować na wodza. - Powiedział
Ja.. ja.. wyzywam was na wojnę! - Powiedział Stoik. To też było napisane w księdze. Jeżeli nie zgodzicie się to nadal jestem wodzem. Jaka jest wasza decyzja. - Zapytał.
Czkawka obrócił się za siebie, jedni kiwali głową, na tak, a drudzy na nie.
Wziął głęboki oddech i powiedział: Dobrze, zgadzamy się! Będziemy z tobą walczyć! - Krzyknął Czkawka.
Około 30 osób z 70 przeszło na stronę Stoika. Nie chcieli współpracować. Na szczęście po stronie Czkawki znalazł się Pyskacz. Nawet on sprzeciwstawił się władzy Stoika. Większość była po stronie Czkawki.
A więc chce, abyście opuścili wyspę! Tutaj będziemy walczyć, ale nie będziecie nadal tu mieszkać! Daje wam 4 łodzie. I macie się wynosić! - Krzyczał już trochę za chrypiałym głosem.
Dobrze! - odkrzyknął - daje Ci 1 miesiąc na przygotowanie się!
Czkawka wyszedł z sali jaki i pozostali za nim Musiał sobie to wszystko poukładać.
Dzisiaj dłuższy next :D Miałam trochę więcej czasu, a więc jest więcej ;) Mam mam nadzieję, że wam się spodoba ;) -WidocznaPL


sobota, 12 grudnia 2015

Next


Perspektywa Astrid
Kiedy odpłynęliśmy od brzegu, smoczy jeździec poleciał za nami. - mówiła - bardzo podoba mi się to, że lata na smoku, i że żyje z nimi w zgodzie. Też bym tak chciała, ale znając naszego wodza, na pewno nam na takie coś nie pozwoli - Powiedziała z lekką rozpaczą.

Co się tak patrzysz! - krzyknął Stoik - nigdy smoka nie widziałaś!?
W-widziałam, i to nie raz - Powiedziała cicho - ale smoczego jeźdźca codziennie się nie widuję. 
A co mnie on tam obchodzi, lata sobie na tym smoku, i nic nie robi! - Powiedział z pychą.
Na pewno robi więcej niż ty - Powiedziała Astrid.
Sączysmark przyglądał się całej sprawie.
Coś ty powiedziała!? Jak śmiesz tak mówić - Mówiąc, złapał ja i uderzył ręką w twarz.
Chwilę po tym prawie Stoik dostał plazmą Nocnej Furii. On spojrzał się do góry ze wrogim spojrzeniem.
Nie trzeba była jej dotykać! - Krzyknął z góry Czkawka.
Będę sobie robił co mi się żywnie podoba! Nikt mi nie zabroni! - Krzyknął po czym znowu uderzył Astrid.
Czkawka, ze złości wylądował na statku. zszedł szczerba, który on razu rzucił się na Stoika.
Dziwię Ci się, że jesteś taki nadęty. Ta dziewczyna - wskazał palcem *co prawda wiedział jak się nazywa, ale nie mógł się zdradzić* - poleci ze mną. Nie będziesz jej maltretował. - Powiedział Czkawka.
Stoik nic nie powiedział tylko poszedł pod pokład.
Zdziwiłam się, że mam wejść na smoka, i na nim polecieć ze smoczym jeźdźcem, ale zrobiłam co powiedział. W końcu nie chciałam przecież zostać tutaj ze Stoikiem. 
Najpierw wszedł smoczy jeździec, a potem ja. Po chwili, już byliśmy w powietrzu. Na początku trochę się bałam, po nigdy nie byłam na takiej wysokości, ale po chwili już się przyzwyczaiłam.
Było to naprawdę przyjemne. Nie miałam, się czego złapać, wiec złapałam smoczego jeźdźca w pasie. Myślałam, że będzie mu to przeszkadzać, ale jakoś nie zwrócił na to większej uwagi.
Do wyspy było około godziny drogi, kiedy się płynie statkiem.

Perspektywa Czkawki

Myślałem, o tym, co powiedziała mi Astrid, o tym co parę minut wcześniej zrobił ten człowiek. Jak on tak może! Dziwię się, że kiedyś on był moim ojcem. "Kiedyś" bo teraz już nim nie jest. Chyba najlepszym rozwiązaniem tej sprawy będzie polecieć z Astrid szybciej, i spytać się ludzi z Berk czy ich tak samo traktuje. Może najpierw ją zapytam jak się nazywa, żeby było bez skapy.
Jak się nazywasz? - Powiedział
Ja.. Astrid - Powiedziała chyba trochę zdziwiona tym, że w ogóle o coś ją pytałem. Dodała za moment - A ty się nazywasz?
Ja jestem ... - Powiedział, szybko się opanowując, gdyż prawię by zdradził swoje imię. - Jestem smoczym jeźdźcem.
Ale musisz mieć jakieś prawdziwe imię, nie przezwisko. - Powiedziała
Tego akurat nie musisz wiedzieć. - Odezwał się trochę szorstko. 
Astrid trochę się zasmuciła, ale Czkawka od razu zmienił temat rozmowy.
To co mi wcześniej powiedziałaś.. Na temat waszego wodza Stoika widzę, że jednak jest prawdą. - rzekł - Nie wiem jak on tak może.
Wszystkich tak traktuję - odpowiedziała - nawet 4 lata temu, zabił swojego syna, bo nie obronił swojej matki przed porwaniem, przez smoka.
Czkawkę na moment zatkało. Nie wiedział co odpowiedzieć, przecież ona mówiła tutaj o nim.
Miał mętlik w głowie. 
Too.. współczuję - wydukał.
Jeżeli tak wszystkich traktuję to polecimy szybciej na waszą wyspę. Muszę zobaczyć co na ten temat mówią inni - Powiedział z mieszanymi uczuciami.
Jak tak chcesz to możemy jak zrobić, zwołałabym szybko jakąś naradę i bym wszystkich sprowadziła - Powiedziała z radującym się głosem.
Dobrze Astrid - zrobił pauzę - nie będziemy na nich czekać. Wyspa jest oddalona od koło 1 godziny więc jak się mój smok zepnie to będziemy tak w 20.
To w ogóle możliwe!? - Powiedziała zdziwiona
Dla nocnej furii prawie wszystko jest możliwe. - mówił - tylko trzymaj się mocno, żeby cię nie zdmuchnęło.
haha.. Ok - Powiedziała z lekkim śmiechem.
Wystartowali ta szybko, że nawet Stoik nie spostrzegł się. że już ich niema. Mieli bardzo mało czasu. Musieli się śpieszyć.

Jeżeli ten "trochę dłuższy" next wam się spodobał standardowo napiszcie na dole :) To meega motywuję :D Następny next około wtorku/środy :) -WidocznaPL







środa, 9 grudnia 2015

Rozdział 10 - Potrzeba pomoc!


Co wy robicie?! - Krzyknął.
Cała trójka zastygła jak kamień. Po chwili Stoik odwrócił się do jeźdźca.
No proszę.. Haha kogo my tutaj mamy.. Smoczego Jeźdźca i jego smoka.. - Powiedział z grymasem na twarzy.
Widzę, że to dla was to rozrywka zabijać smoki. Serio, nie macie jakiś innych zajęć na głowie tylko szukanie smoków i ich zabijanie? - Rzekł z malującą się złością pod maską.
A nie, nie mamy. - Powiedział złośliwie.
A wy - wskazał palcem na Sączysmarka, a potem na Astrid. - też nic nie maci do roboty?
Stoik odwrócił się do nich, i popatrzył na nich z wyższością i ze złością. Co miało oznaczać, że mają podtrzymywać zdanie wodza.
N..nie mamy - Powiedzieli równo ze spuszczonymi głowami.
Czkawka się skrzywił i patrzał raz na Stoika, raz na dwójkę nastolatków.
Mówcie prawdę! - Krzyknął do dwóch młodych osób - Przecież to widać, że mówicie tak bo boicie się wodza. 
Zamknij się! - Krzyknął na jeźdźca. Po czym smok, uciekł, gdyż się uwolnił. On tylko popatrzył jak on staje koło Czkawki, a on go oswaja.
Nie nie zamknę się. Nie jesteś moim królem, że możesz mi rozkazywać! - Mówiąc to założył ręce na klatce piersiowej i oparł się o ścianę.
To dalej mówcie, ale jak jest na serio, a nie tak jak wam mówi ten tutaj - Powiedział to z nutką sarkazmu.
Wódz, znowu się popatrzał na Sączysmarka i Astrid, lecz oni nie odwzajemnili spojrzenia.
Ja.. nie chce tego robić, i nigdy nie chciałam! - Krzyknęła Astrid.
Ja też.. Smoki tylko przez to są bardziej wkurzone! - Powiedział zaraz po  Astrid, Sączysmark.
No widzisz.. Jak co do czego dojdzie, jakoś nikt nie stoi po twojej stronie. - Powiedział Czkawka.
On tylko popatrzał na jego twarz, przykrytą maską i na Nocną Furię.
Chodźcie, nie będziemy tracić czasu na takiego jak on.. - Powiedział Stoik
Ale dlaczego, nie możemy żyć w zgodzie ze smokami! - Krzyknęła Astrid - Przecież on mógłby nas tego wszystkiego nauczyć! 
Czkawka nic nie mówi, tylko przyglądał się całej sprawie.
Astrid.. Mam naskarżyć znowu twoim rodzicom, i powiedzieć im, żeby znowu cię zamknęli w piwnicy?
Nie! - krzyknęła, a potem powiedziała to tak samo tylko trochę bardziej ze skruchą.
No nie, serio! Co z ciebie za wódz, żeby tak maltretować ludzi na wyspie! - Krzyknął Czkawka.
On chciał już uderzyć Czkawkę, ale Szczerbatek już miał zamiar się na niego rzucić,  on sam wyciągnął, swój płonący miecz.
Nie radzę - Rzekł.
Oni zaczęli już wychodzić z jaskini ale Czkawka się odezwał:
A wy na przyszłość nie bójcie się stawić temu ekhem "wodzowi".
Kiedy Stoik nie patrzał Astrid podbiegła do niego i powiedziała mu na ucho  tylko takie słowa:
'
"On nas biję, biję całą wyspę przy nadarzającej się okazji, nie zostawiaj nas w takiej sytuacji, proszę pomóż nam"
Przez chwile Czkawka stał bez ruchu kiedy ona mu to powiedziała, ale kiedy zobaczył, że oni wychodzą, i już prawie opuszczają tą całą jaskinie poszedł za nimi ze Szczerbatkiem zastanawiając się
Żebym miał pewność, że nie zabijesz po drodze już żadnego smoka, będę leciał nad wami aż dopłyniecie do swojej wyspy - Powiedział 
Rób, co chcesz - powiedział - i tak zrobię co będę chciał.
Cała trójka zaczęła wchodzić do łodzi, Astrid tylko popatrzyła na niego przez moment i się lekko uśmiechnęła.
Kiedy lekko odpłynęli od wyspy, Czkawka i Szczerbek polecieli za nimi.
Dzisiaj trochę dłuższa notka :) Nareszcie zaczyna się coś dziać :D Mam nadzieję, że się spodoba ;) -WidocznaPL

niedziela, 6 grudnia 2015

Next


Na za jutrz kiedy się obudzili, zjedli szybko śniadanie, pożegnali się z Śmiertnikiem. Czkawka jeszcze szybko poszedł poszukać jakiś rzeczy, które mogłyby się przydać, gdyby ktoś został zraniony. Kiedy już znalazł potrzebne mu rzeczy w siadł na Szczerba po czym polecił  w wyznaczonym wcześniej kierunku. Od rana była dość gęsta mgła, która utrudniała im widoczność.

3 godziny później...

Chyba widzę ląd - Powiedział do Szczerbatka.
Nad wyraźniej Szczebek też to zauważył, gdyż mruknął pod nosem.
Kiedy dolecieli nad ląd zobaczyli, że w oddali jest dużo góra, z różnymi dziurami przez, które można było wlecieć do środka.
No proszę.. nareszcie coś wartego zwiedzenia - Powiedział to, po czym razem ze Szczerbem w lecieli przez jedną z dziur. Droga miała około 500 metrów długości i była czasami wąska, a czasami szeroka, przez co musieli iść.
Kiedy doszli na miejsce był tam bardzo duży kanion, z dużą ilością zieleni. Porozglądali się trochę, po czym Czkawka usłyszał ciche charczenie smoka za ścianą z liści. Odsłonił ją i zobaczył zranionego koszmara pomocnika w tłów. Od razu podszedł do niego i go oswoił. Chwilę później usłyszał ryk Szczerba. Kiedy wyszedł z tej "zasłony" z liści zauważył, że Szczerbatek siedzi obok również skrzywdzonego Szeptozgona w tłów. Tak samo, podbiegł do smoka i też go oswoił. Zauważył, że Szeptozgon jest bardziej zraniony, gdyż ma w sobie dość długi nóż. Czkawka najpierw go wyciągnął, potem opatrzył ranę ominął ją w czymś w podobnie "bandażu". Później podał mu smoczej miętki, aby mu uśmierzyć ból. Potem poszedł do Pomocnika, i również mu pomógł, po czym też dał mu smoczej miętki.
Chodź Szczerbatek zobaczymy tak zabawnie, żeby prawie zabijać smoki - Powiedział do Szczerba.
On poszedł za nim. Weszli w mały korytarz, który ciągnął się z 200 metrów i kończył się na ostrym zakręcie.
Kiedy doszłi już do zakrętu, usłyszeli głos dziewczyny, chłopca i jakoś mężczyzny. Czkawka wyciągnął ognisty miecz, tak aby tego nie usłyszeli, ani nie zobaczyli.
Czkawka pokazał 3 palce, a potem wskazał na zakręt do Szczerbatka. On zrozumiał o co chodzi * że na trzy nam wejdą.* Czkawka założył maskę i na  palcach odliczył do trzech, po czym razem wparowali  do środka. Te osoby, które tam zobaczył dosłownie go sparaliżowały. Stały tam trzy osoby: Astrid, Sączysmark i... ojciec Czkawki, którzy byli od kroku by zabić smoka..

Zakończone w najlepszym momencie xd Mam nadzieje, że next się spodobał :)  PS. Posty teraz bedą co trzy, cztery dni ;) Pozdrawiam -WidocznaPL

środa, 2 grudnia 2015

Next

Zapomniałem, wam jeszcze powiedzieć, że teraz z Szczebratkiem jesteśmy dość znani. Mi przypisali nazwę ,,smoczego jeźdźca", a Szczerbemu  również podobną nazwę ,,smok smoczego jeźdźca". Może dlaczego na nas tak mówią, gdyż ja noszę maskę, kiedy wylatujemy gdzieś dalej. Do tej pory jeszcze nikt nie poznał mojej twarzy *po przyjęciu nazwy ,,Smoczy jeździec". Niedawno zrobiłem własnoręcznie ,,płonący miecz" Z jednej strony pali się ogień, a z drugiej wylatuje gaz zębiroga zamkogłowego. Wystarczyła jedna iskra, aby wszystko się zapaliło. Kiedy poznałem Szczerbatka tak naprawdę nie wiedziałem, dlaczego on mnie nie chciał zabić. No niby jakaś tam przepowiednia i takie sprawy, ale nie wiedziałem jakim cudem udało mi się go oswoić. Po ostatnich wspomnianych 3 latach nauczyłem się oswajać smoki. Teraz nie muszę ich zabijać (chociaż i tak żadnego nie zabiłem) ani przed nimi uciekać. Są mi tak jak bracia. Smoki to bardzo inteligentne stworzenia, które wiedzą co to miłość, nie tak jak mój ,,ojciec". Od dłuższego czasu szukam swojej matki. Od kiedy porwał ją smok, a ja dostałem się na tą wyspę i poznałem Szczebra nadal jej szukam, przeleciałem już większość strony północy i część zachodniej. Mam nadzieję, że kiedyś ją znajdę. Jednak nigdy nie myślałem o tym, że nie uda mi się jej znaleźć. Nawet do siebie nie dopuszczam takiej myśli - Mówił wracając ze Szczebratkiem do domu.

Kiedy przylecieli już tam dolecieli, Czkawka ukląkł na podłodze, a potem zaczął rozkładać mapę.
Hmm... Wychodzi na to, że powinniśmy jutro polecieć na wschód. a kiedy indziej na południe. Ale najpierw wschód - Mówił - mamy dość jedzenia na taką podróż, tak samo wody, więc myślę, że nie będzie z tym większego problemu.

Potem dość zwinnie złożył mapę, a przed tym jeszcze namalował na niej punkt, w którą stronę jutro się wybierają. Potem nic innego nie mieli do roboty, więc poszli spać.
Szczerbatek zasnął po paru minutach, ale Czkawka przez około 1 godzinę przewracał się z boku na bok. Nie mógł przestać myśleć o swojej matce.
Od kąt skończyłem 15 lat nie widziałem jej. Może gdybym... gdybym nie był wtedy taki słaby.. może udałoby mi się ją obronić. Może wtedy byłaby ze mną... albo z - pomyślał z drobną pauzą - ojcem..
gównianym ojcem bez uczyć!! - krzyknął w myślach - przez ojca chciałem się zabić! Jedynie matka wierzyła we mnie i we wszystkim mi pomagała! - Tym razem krzyknął to na głos, chociaż chyba nie miał o tym pojęcia. Szczerbatek nawet się nie obudził. Czkawka miał taki mętlik w głowie, że chyba nawet się nie spostrzegł kiedy zasnął.

Po paru godzinach snu, razem wstali około godziny 9. Czkawka był trochę zniesmaczony tą całą nocą. Szczebratek to zauważył, przerwał jedzenie i podszedł do niego, patrząc mu w oczu.
Nic się nie stało - powiedział przecierając oczy - miałem trudną noc, nic więcej.
Jednak Szczerbatek nadal patrzył na niego z trochę zasmuconym wzrokiem.
Serio. Nic się nie stało. Za dużo myślę. Nic więcej. Idź dokończyć te ryby bo za moment wylatujemy - Mówiąc to zaczął uśmiechać się do Szczerba.
On posłuchał i poszedł dokończyć śniadanie.
Teraz na pewną ją znajdę! - Powiedział to w myślach, a potem tak jak Szczerbatek zabrał się do jedzenia.
Po 1 godzinie, byli już przygotowani do lotu. Woda, jedzenie, mapa, nóż i inne najpotrzebniejsze rzeczy był już schowane.
To jak lecimy? - Zadał pytanie
Szczerbatek wydał z siebie radosny głos na wyprawę, co chyba miało znaczyć "tak"
A więc lećmy - Powiedział, po czym wsiadł na Szczebra i razem polecieli na wschód w poszukiwani matki.
Zbyt dużo rzeczy nie mieli do oglądania. Najczęstszym co widzieli to morze, morze i morze. Nic po za tym. Czasami na horyzoncie pojawiały się jakieś małe wysepki,skały, raz nawet natrafili na smoka. Był o wrzeniec, ale nie był on niczym niezwykłym gdyż nie był to ich pierwszy wrzeniec w życiu. Oczywiście w czasie lotu nie obyło się od przekomarzanek Czkawka i Szczebratka.
Po 4 godzinach lotu znaleźli wysepkę na której mogli by się przespać i coś zjeść. Po wylądowaniu, od razu zaatakował ich smok. Był śmiertnik zębacz. Po dosłownie 10 minutach smok siedział koło Czkawki i Szczerbatka. Chłopiec go oswoił. Nie miał z tym najmniejszego problemu. Zębacz nawet dostał od Czkawki parę ryb, aby się najadł. Śmiertnik miał dość dziwny odcień skóry. Nie był to niebieski, ani coś w podobie. Miała ona kolor coś w stylu morskiej pomieszanego z takim bardzo jasnych niebieskim.  Jedynie ja końcówce ogona i na czubku głowy. Miała jedno pasmo całe niebieskie. Skrzydła był tak samo niebieskie, trochę pomieszane z kolorem żółtym.

Kiedy zjedli kolację (a było to około godziny 22) poszli spać, zasypiając przy świetle księżyca i gwiazd.

Mam nadzieję, że next wam się spodoba ;) Dość długo nad nim siedziałam. Trochę martwi mnie mała aktywność na blogu :( Bardzo mało osób od listopada wchodzi na nowe posty :( Mam nadzieję, że kiedyś się to jednak zmieni :) Jeżeli next się spodobał zostaw komentarz. On bardzo motywuję ;) - WidocznaPL

niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 9 - 3 lata później...

Przez te trzy lata dość dużo się pozmieniało - mówi - teraz mam już prawie skończony strój do latania ("prawie skończony" dlatego bo jeszcze przeprowadza testy nad skrzydłami). Teraz w ogóle wyglądam inaczej. Moja twarz bardzo wydoroślała, jestem z 10 centymetrów wyższy niż te trzy lata temu, wiem może to jest mało, ale zawsze coś. Szczerbatek tak samo się zmienił, jesteśmy teraz najlepszymi przyjaciółmi. kiedy poznałem Szczerbatka, jeszcze nie był mi tak ufny, jak jest teraz.
Jego ogon również przeszedł różne zmiany. Przede wszystkim, teraz można łatwiej zmieniać kąt pod jakim chce się lecieć. Materiał również został zmieniony. Teraz jest jeszcze bardziej wytrzymały i -giętki. Razem z Szczerbem zwiedzamy różne wyspy, i robimy wielką mapę, gdzie, co jest.


Szczerbatek! Chodź! - wołał go Czkawka - pójdziemy polatać.
Szczerbek od razu wyskoczył zza krzaków, i rzucił się na Czkawka liżąc go.
Dobra, dobra - mówił śmiejąc się - przestań!
Szczerbatek posłusznie zszedł z Czkawki.
Dzięki..- Powiedział otrzepując się ze śliny - Kto ostatni nad klifem to zgniłe jajo! - Powiedział to po czym wystartował jak torpeda, a Szczebratek za nim. Każdy z nich biegł tak szybko jak mógł. 
ii... remis - Mówił dysząc.
Dobrze, chodź. Porobimy jakieś sztuczki. - Powiedział uspokajając oddech.
Wrauu - Powiedział, po czym już szykowali się do lotu. 
I wystartowali! Robili różne sztuczki typu beczka, kołowrotki itp. 
Czkawka w pewnej chwili *specjalnie* spadł z Szczerbatka. On nie czując Czkawki na sobie, popatrzał się za siebie. Czkawka próbował lecieć sam, dzięki swoim skrzydłom, ale niestety to nie wypaliło, gdyż jedno skrzydło było jeszcze niezbyt sprawne.
SZCZERBATEK!! - krzyczał, spadając w dół
On od razu rzucił się za Czkawką, Tak naprawdę złapał go w ostatniej chwili.
Ufff.... dzięki, było blisko... Ale wiedziałem, że mnie złapiesz. - Powiedział.
Szczerbatek próbował zrzucić Czkawkę ze swojego grzbietu.
Hej! hej!! Dobra. Przepraszam, To był ostatni raz! A teraz przestań! - Krzyczał wiedząc, żę Szczerbatek robi mu to na złość.
Ale przestał, kiedy usłyszał słowa Czkawki.
No. Od razu lepiej! Dzięki! - Powiedział uśmiechając do Szczerba.
On odwzajemnił uśmiech. Potem razem jeszcze sobie razem polatali do później godziny. Kiedy już im się to znudziło, a że było już późno, to polecieli do domu.

Tak.. Spóźniłam się o jeden dzień. Niestety było to spowodowane śmiercią bliskiej mi osoby. Przepraszam :/ Ale mam nadzieję *jak zwykle*, że wam się spodobał rozdział :) Pozdrawiam -WidocznaPL

środa, 25 listopada 2015

Next

Ostatni materiał, ostatnia szansa na to, żeby Szczerbatek mógł latać. Była to zwierzęca skóra, z wyglądu jest cienka, ale gdy się jej dotknie jest dość gruba. Tak jak przedtem, najpierw wyciął odpowiedni kształt na ogon, potem przymocował materiał itp.
Skończyłem! - Powiedział z entuzjazmem Czkawka.
Szczerbatek aż się obudził ze snu, kiedy Czkawka to powiedział.
Chodź! Nie mamy czasu do stracenia! Idziemy przetestować ogon! To co, że już się powoli robi ciemno! - Powiedział z determinacją.
Po paru minutach już byli na miejscu.
Czapka szybko związał line do pnia, i już po chwili byli w powietrzu.
Okeej.. To co? Odczepiamy linę - Spytał się Czkawka.
Wrauu!* Co znaczyło "tak"
I lina została zdjęta. Na początku Czkawka omal co nie spadł ale odzyskał równowagę.
Chłopak poprzełączał coś ruszając nogą.
Co chwilę oglądał się czy wszystko dobrze z ogonem. Odziwo nie było żadnych problemów.
Ostatnim razem się nie udało... ale może teraz się uda! - Powiedział w myślach Czkawka.
Dawaj Szczerbatek! - krzyknął Czkawka kierując Szczebatka jak najniżej wody.
Szczerbatek zrobił to tak jakby Czkawka mu to powiedział. Perfekcyjnie. Jakby czytali sobie z głowy.
Lecieli tak nisko, że Czkawka mógł spokojnie dotknąć wody.


Po 1-godzinnym lataniu w przestworzach, postanowili wrócić do domu, gdyż była godzina około 23. Oczywiście zaliczyli parę wpadek. Na przykład walnęli w jakiś duży kamień, zachaczyli o drzewo i takie inne.


Kiedy już wylądowali, poszli do domu, zjedli szybką kolacje i poszli spać. Oczywiście nie obyło się od błagania Szczebatka o jeszcze parę ryb *haha*
No niech już ci będzie - Powiedział rzucając Szczerbowi jeszcze kilka ryb - zasłużyłeś sobie. To był długi dzień, dlatego idźmy już spać.
Szczerbek szybko dojadł ostatnią rybę, a potem razem poszli spać.
Dzisiaj też był trochę krótszy next. Ale dlatego, że.. szykuje się nowy rozdzialik!! Będzie się tam działo :D
PS. Mam nadzieje *jak zwykle zresztą xd* że next wam się spodobał :* Pozdrawiam! - WidocznaPL

piątek, 20 listopada 2015

Nex

Kiedy się już obudzili, co nie było zbyt proste, gdyż ogarnęło ich lenistwo. Najpierw Czkawka poszedł z Szczerbatkiem nałapać trochę ryb na śniadanie. Czkawka złapał w 30 minut 3 ryby, a Szczerbek złapał 6 ryb, *wiadomo, mógłby więcej ale po co xd* Potem zamiast wrócić do domu, Czkawka przyniósł parę większych i mniejszych patyków z lasu, aby rozpalić ogień i opiec sobie te ryby. Oczywiście Szczerbaty zjadł wszystkie od razu. Po 40 minutach wrócili do kuźni po dodatkową część ogona, siodło i linę. Potem poszli gdzieś na skraj wyspy, gdzie zamiast łagodnego zejścia z piaskiem,  była stroma przepaść. Wystarczyłby jeden zły ruch i ktoś by mógł wpaść do wody.
Był tam pieniek od drzewa, do którego została przyczepiona lina. Czkawka bez zastanowienia wszedł na smoka, wyciągnął notkę z zapiskami, gdzie, co i jak przestawić. Przyczepił ją do siodła, i na trzy mieli się wznieść pod wiatr *gdyż pogoda akurat dzisiaj była dość wietrzna.
Okeej... Raz... Dwa.. - odczekał chwilkę - i trzy!
Od razu Czkawka coś tam przestawił nogą w ogonie, a Szczerbatek spróbował się wznieść. O dziwo udało im się to. Oboje się dość spokojnie zachowywali. Szczerbek spokojnie poruszał skrzydłami, a Czkawka patrzał czy wszystko dobrze jest z ogonem.
Wychodzi na to, że jak na razie wszystko się trzyma - powiedział zaskoczony - teraz odczepimy line i zobaczymy czy wszystko będzie działać tak jak powinno.
Odczepił line, chwile było wszystko dobrze, Czkawka chciał się wznieść trochę na większą wysokość, ale gdy zawiał mocniejszy wiatr, płótno rozerwało się na dwie części. Od razu spadli na ziemię, skulając się przy tym z górki w stronę przepaści. Szczerbatek w porę się zatrzymał, ale Czkawka niestety nie, kiedy już zaczął spadać krzycząc w niebo głosy, Szczebratek w ostatniej chwili złapał go za sztuczną nogę, po czym zaczął go wciągać do góry.
Uff.. mało brakowało, a został by ze mnie pokarm dla ryb.. Dzieki mordko - Powiedział nadal trochę przerażony.
Smok tylko uśmiechnął się, a Czkawka odwzajemnił uśmiech. Potem poszedł zobaczyć co się stało z ogonem.
Widzę, że jednak płótno nie wytrzymało takiego oporu powietrza - mówił trochę smutnym tonem - ale mamy jeszcze dwa inne materiały, któryś musi się nadać - Powiedział już trochę weselszym głosem.
Jeszcze chwile tam posiedzieli, a potem poszli z powrotem do kuźni.
Najpierw Czkawka wykroił wzór ogona, a potem założył go na protezę Szczerba. Dopasował wszystko jak było trzeba. Drugą opcją był kreton. Dość gruby, a przez to wytrzymały materiał.
Również poszli go wypróbować. Było wszystko dobrze, więc postanowili znowu ściągnąć line i spróbować samemu polecieć.
Najpierw numer 1.. o tak... - Mówił ciężko myśląc.
Udało im się wystartować! Latali nad wodą wzbijali się do góry! Było wszystko w jak najlepszym porządku, ale jednak kiedy lecieli dość blisko wyspy nad wodą, Czkawka chciał zrobić dość ostry skręt, ale wtedy również i ten materiał się rozerwał. Czkawka poleciał na odległość 5 metrów od Szczerbatka, a on sam zarył mocno w wodę.
ssss - mówił łapiąc się za głowę - a było już tak dobrze. Prawie nam się udało.
Razem popłynęli do brzegu. Na początku Czkawka załamał się trochę, ale Szczerbek go podniósł na duchy.
*wzdycha* Chociaż został nam jeszcze jeden materiał.. Oby się udało..
Jeszcze chwilę posiedzieli na brzegu, aby się podsuszyć. a potem poszli znowu do kuźni chcąc wykorzystać ostatni materiał,

Dzisiaj trochę dłuższy next :) Mam nadzieję, że się spodoba ;) Pozdrawiam -WidocznaPL

czwartek, 19 listopada 2015

Rozdział 8 - Nowy ogon

2 godziny później...
Okeej... Myśle, że coś z tego powinno wyjść - Powiedział Czkawka.
Znaleźli kilka materiałów na ogon, który mogłyby się przydać. Numer 1. To płótno, które przypłynęło  razem z Czkawką na tą wyspę. 2. Był to kreton dość gruba tkanina. 3. Była to coś w podobie zwierzęcej skóry.
A więc zacznijmy od płótna - Powiedział z uśmiechem wymalowanym na twarzy.
Wrauu! - Powiedział ucieszony smok.
Na początku naciągnął materiał na druty. Potem porobił parę innych rzeczy z tym związanym. Na koniec wszystko solidnie przymocował do ogona. Potem poprowadził to wzdłuż ogona, żeby móc dostać się do siodła. Właśnie do siodła. A co z siodłem!? Jeszcze nie było gotowe, bo miało również wstępny plan. Miał być dopiero zrobiony po zrobieniu ogona.

Parę godzin później...
Iiiii.... Skończone - Powiedział z ulgą - Nareszcie koniec roboty z tym siodłem..
Wrau! - powiedział smok, ale nie patrzył na Czkawkę, lecz spoglądał w przeciwną stronę.
Co tam jest? - Powiedział.
Szczerbatek nic nie powiedział, tylko wbiegł w las.
Szczerbek!! - mówił krzycząc - gdzie ty biegniesz!
Bez chwili namysłu pobiegł za smokiem. Wiadomo, trudno było dogonić Nocną Furię, ale jednak nie stracił go ze swojego pola widzenia.
Czkawka biegał za Szczerbatym z 10 minut, aż w końcu Szczerbatek wybiegł z lasu, przystawając żeby Czkawka go dogonił.
Cz-czemu uciekłeś.. - Powiedział szybko łapiąc oddech.
Smok nic nie powiedział tylko wskazał swoim łbem w stronę horyzontu.
O co ci.... - mówił - aaa... chodziło ci o zachód słońca.... już rozumiem.., chciałeś mi go pokazać.. - Powiedział szczęśliwy Czkawka.
Smok skoczył na Czkawkę, tak że go przewrócił do pozycji siedzącej.
Dobrze, dobrze.. Posiedzimy tutaj. I tak nie mam zamiaru testować dzisiaj tego ogona. - mówił - Jestem wykończony....
Szczerbatek nie powiedział tylko patrzył się na zachodzące słońce.
Siedzieli tam aż słońce zaszło, potem poszli do Czkawki mieszkania, zjedli coś na szybko, a potem poszli spać.

Spóźniłam się o jeden dzień :/ Ale już jest! Mam nadzieję, że się spodoba :) Piszcie czy tak! Pozdrawiam was! -WidocznaPL

niedziela, 15 listopada 2015

Next

Kiedy oboje wyszli z jaskini, Czkawka zaprowadził Szczerbatka do swojego "domu", aby zrobić plany ogona. Kiedy już doszli Czkawka najpierw pokazał smokowi co i gdzie się znajduje, a potem zabrał się za plany. Najpierw pobrał miarę ogona Szczerba.
To tu... a po tam... a to będzie tutaj... tamto tutaj... - mówił rysując na kartce szkic - iiii..... skończone! Mamy zarys twojego nowego ogona! Nie będziesz mógł co prawda sam latać, ale z moją pomocą tak.
Może nie będzie tak samo jak przy normalnym ogonie, ale zawsze coś! - Powiedział ucieszony.
Smok również się ucieszył 
Teraz musimy się wybrać do kuźni, aby zacząć wykonywać ogon. - Powiedział.
Szli do kuźni około 5 minut. Może znali się dopiero z 3 godziny to już się polubili. Czkawka teraz już bardziej ufał Szczerbatkowi, a on jemu. 
Kiedy doszli do kuźni, Czkawka najpierw jeszcze raz przypatrzył się zarysowi ogona, a potem zaczął wykonywać jakieś druty.
Wrauu? (Co miało znaczyć co robisz) - Powiedział Szczerbatek.
Teraz robię podstawę pod ogon. Przecież musi się na czymś trzymać - mówił - ale tak łatwo to nie będzie. Trzeba będzie poszukać jakiś materiał, który wytrzyma natężenie tlenu, i będzie zdatny do rozciągania... ookej! Jako tako podstawa zrobiona. Teraz tylko poszukać tego materiału na ogon...
Idziesz ze mną? - Powiedział Czkawka.
Smok nic nie powiedział tylko poszedł za Czkawką.
Nauka.. nauka.. nauka... MASAKRA! Trochę smuci mnie to, że jest bardzo mała aktywność na blogu :/ Około tydzień temu aktywność była o wiele, wiele większa :/ Mam nadzieję, że się spodoba. Pozdrawiam :) -WidocznaPL

sobota, 14 listopada 2015

Informacja!

Cześć wszystkim! Z okazji miesiąca prowadzonego przeze mnie bloga chciałabym wam wszystkim serdecznie podziękować! :* Nie myślałam, że wszyscy tak ciepło go przyjmiecie :) Wyświetleń jest BAAARDZO dużo! Może komentarze trochę kuleją, ale mam nadzieje, że to się z czasem poprawi :) Jeszcze raz wszystkim czytającym bardzo dziękuję :* Pozdrawiam! -WidocznaPL

czwartek, 12 listopada 2015

Rozdział 7 - Nowa przyjaźń?

Czkawka pamiętał tylko, że ktoś go ciągnął dość długo po ziemi. Potem już kompletnie urwał mu się film. Obudził się leżący na ziemi, próbował się podnieść ale niestety przyszło mu to z trudem.
Około 20 metrów od niego leżała nocna furia patrząc się na niego nieustannie.
Czkawka jednak nie zaczął od razu uciekać jak zobaczył smoka, tylko spróbował się podnieść i do niego podejść
.
Dziękuję, że mnie tutaj przytargałeś.. - Powiedział Czkawka.
Wrr... - Powiedział dość obojętnym tonem.
Tak w ogóle to Czkawka jestem, nie wiem czy już Ci mówiłem. Jesteś bardzo "odważny", że mnie nie zabiłeś.. - powiedział półtonem.
Smok nic nie odpowiedział tylko zaczął go okrążać.

Hej.. Co robisz!? - powiedział trochę głośniej niż zwykle. Czkawka nie potrzebnie krzyknął, gdyż wtedy od razu rzuciła się na niego Nocna Furia. Na moment wysunęła swoje zęby, przemierzając chłopca swoim wzrokiem. Nagle smok zatrzymał się na ramieniu Czkawki, Była tak jakby "blizna", która przedstawia Nocną Furię, w której jest człowiek. Smok wtedy schował pokornie zęby i zamiast warknąć na Czkawkę, zaczął go lizać.
Heej! hahah Co ci się stało!? Przestań! - Powiedział śmiejąc się.
Smok zeszedł niezadowolony z chłopca. 
Co cię tak nagle wzięło - Powiedział uśmiechając się.
Smok skinął głową na rękę Czkawki *Na której była blizna*. Czkawka na początku nie wiedział o co chodziło smokowi, ale potem zorientował się, że chodzi mu o jego ramię. Zobaczył tam swoją bliznę, którą zrobił sobie rok temu jak przypłynął tutaj na tą wyspę. 
I co z tym wspólnego? - Powiedział zdziwiony.
Smok odwrócił się w prawą stronę, tak aby chłopiec zobaczył, że z tyłu łapy ma taką samą bliznę jak on.
Aaa... Ale jak to możliwe.... Przecież ja cię nigdy nie widziałem, i ty chyba mnie tak samo. - mówił ze zdziwieniem - chyba, że to miał być jakiś znak.
Smok nie słuchając w ogóle chłopca poszedł do jakiegoś zakątku labiryntu, a potem wrócił z paroma kartami w pysku. Potem podał je Czkawce.
yhhh - powiedział otrzepując kartki ze śliny - okej... co my tu mamy..

[...] Będzie jeden chłopiec i jedna nocna furia, którzy zostaną naznaczeni bliznami.  Chłopiec i smok będą mieć po tyle samo lat.. [...] Chłopiec choć nigdy nie lubiany, a smok samotny bez rodziny, spotkają się i będą przyjaciółmi, którzy poprzez swoje czyny nie raz uratują świat od zła. [...]

Myślisz, że my jesteśmy tym "chłopcem i smokiem"... - powiedział.
Smok kiwnął głową na "tak"
No w sumie... może i być to prawda - mówił z uśmiechem - ale jeżeli mamy być przyjaciółmi to nie możesz przede mną uciekać. Tak samo ja też nie mogę się ciebie bać.... To jak zostaniesz moim przyjacielem? - powiedział lekko zmieszany, wyciągając rękę przed smoka.
Smok na znak zgody dotknął ręki Czkawki.
No to świetnie.. - mówił siadając przed smokiem - ale trzeba by było cię jakoś nazywać. Przecież nie będę do ciebie cały czas wołał "smoku" albo "nocna furio" no nie? - powiedział prosząc w myślach, żeby smok podzielał jego poglądy.
I tak też się stało.
Okej to jakby cię tutaj można by było nazwać... Czarna Plazma?
Smok kiwnął na "nie"
Okej.. No to może...  Zmora?
Smok aż zawarczał ze złości.
Dobra, dobra... nie złość się - powiedział - hmm.... no to może... skoro wysuwają ci się zęby to.... Szczerbatek?
Smok pomyślał przez chwilę, a potem kiwnął głową na"tak".
No i świetnie - uśmiechnął się - ale jeżeli pozwolisz mógłbym coś sprawdzić? Bo chyba mi się coś przewidziało.
Szczerbatek z lekkim nie pokojem zgodził się. Czkawka poszedł za smoka zobaczyć jego ogon. Tak jak myślał. Szczerbatek nie miał jednego kawałka ogona.
Co ci się stało? - Powiedział wskazując na brakującą część ogona.
Smok skinął głową jakby chciał powiedzieć "długa historia..."
Spooko.. Rozumiem.. też nie mam nogi więc rozumiem. - powiedział - Ale jeżeli nie masz jednej połówki ogona to chyba raczej nie możesz latać, a więc musimy ci tą połówkę dorobić. Zgadasz się? - powiedział Czkawka.
Szczerbatek zgodził się bez mniejszego zastanowienia.
Ok. To chodź. Przejdziemy się do mojej prowizorycznej "kuźni" i tak zobaczymy jakby można by było to zrobić - Powiedział - Tylko najpierw się stąd wydostańmy bo ja nie wiem jak stąd wyjść - Powiedział trochę ze śmiechem.
Szczerbatek również się zaśmiał, po czym wyprzedził Czkawkę, chcąc go wyprowadzić.

I jak mówiłam, tak jest :) Dłuższy rozdzialik ;) Mam nadzieję, że się spodoba :) Jeżeli przeczytałaś/eś rozdzialik zostaw komentarz :) On bardzo motywuję ;) Pozdrawiam -WidocznaPL



poniedziałek, 9 listopada 2015

Next 


Czkawka szukał smoka przez około 2 godziny. Nie które korytarze były bardzo wąskie, a nie które szerokie, jedne zaniedbane i ciemne, a drugie jasne i dość czyste. Jedno przejście miało wiele rozwidleń. Nagle doszło do niego dość ciche echo ryku smoka.
Gdzie on może być, przecież nie zapadł się pod ziemię... - powiedział wchodząc bezmyślnie do dość małego "labiryntu". Po chwili rozmyślań nad tym gdzie mógłby byś smok, skapnął się, że się zgubił gdyż walnął głową w ścinę.
A to co!? aa ściana - powiedział z śmiechem - ehh... pięknie.. nie ma to jak się zgubić w "labiryncie".
Nagle znowu usłyszał ryk smoka ale tym razem bliżej siebie. Od razu kiedy usłyszał ryk, zaczął biec w nijaką stronę. Omijał wszystkie ściany, nawet nie natrafił na ślepy zaułek.
Po chwili biegu miał dwie drogi do wyboru. Iść w prawo albo w lewo.
I gdzie iść? Jak źle pójdę to smoka na pewno nie znajdę. - pomyślał.
I w tym momencie smok przebiegł po lewej stronie labiryntu.
Tu jesteś! - powiedział szybko biec w stronę smoka. Jednak nocna furia wiadomo była szybsza niż Czkawka, ale on nie nie zamierzał się poddać. Biegnąc za smokiem, skręcał, a to w prawo, a to w lewo, a to biegł na wprost.. aż w końcu stracił furię z pola widzenia, ale nadal biegł, ale zamiast skręcić w prawo pobiegł prosto, potem skręcił w prawo i wpadł na ścianę, uderzając najbardziej głową.
ssss... - powiedział zsuwając się po ścianie.. - o jesteś... Nocna furio.. Jak tam... dasz mi się w końcu złapać....
Ona jednak zamiast uciekać podeszłą do Czkawki łasząc się do niego.
Oooo... dobra n-ocna f-uria.... - powiedział kładąc jej na na głowie ręce - nareszcie cię złapa....
Jednak nie skończył zdania, gdyż w tym momencie zemdlał.
Wiem wiem. BARDZO krótki next. Miał być dłuższy ale niestety... nauka wzywa. Przepraszam, następny będzie około czwartku, tym razem dłuższy, gdyż w czwartek mam wolne :) Mam nadzieję, że się spodoba :) -WidocznaPL

czwartek, 5 listopada 2015

Rozdział 6 - Nowy smok.. Nowa znajomość.


Była to..
-N-nocna F-furia! - krzyknął.
Niestety trochę za głośno krzyknął, gdyż smok to usłyszał. Na początku popatrzył złowrogo na Czkawkę, a potem szykował się do skoczenia na niego. Czkawka w między czasie chciał wyciągnąć swój nóż. *który wcześniej mu wypadł* Oddalając się powoli zaczął szukać po wszystkich kieszeniach swojego noża.
No pięknie.. gdzie on jest!? - powiedział w myślach. Gdy uderzył już o kamień w grocie, smok rzucił się na niego. Czkawka jeszcze chciał się wysunąć smok łap smoka, ale jednak mu się to nie udało.
Pogodzony już ze śmiercią tylko patrzał nocnej furii w oczy.
Ona jednak zamiast "odgryźć mu głowy" jedynie wydał z siebie ryk, Chłopiec momentalnie zamknął, a potem szybko otworzył oczy. Jednak smok nie odskoczył od niego robiąc mu krzywdę, tylko zszedł z niego powoli, kulejąc przy tym.
Wcześniej nie widziałem, żeby on kulał - powiedział, jeszcze lekko otumaniony całą sytuacją.
Smok jeszcze moment popatrzał mu w oczy, a potem położył się na ziemi.
Czkawka z trudem podniósł się z ziemi, a potem wahając się podszedł do smoka.
Cz-cześć.. Nazywam się Czkawka... c-co ci jest..? - powiedział jąkając się.
Smok nic nie powiedział, jedynie warknął, a potem obrócił się. Miał w nodze wbitą strzałę.
Pewnie to wina ludzi tak? - powiedział już trochę spokojniej.
Wrau - co miało oznaczać "tak"
Też za nimi nie przepadałem... - mówił - mogę to zobaczyć?
Smok nieufnie przybliżył się do Czkawki. On od razu zobaczył, że rana jest cała zakrwawiona.
Musiało Ci się dość mocno oberwać - mówił ostrożnie wyciągając strzałę.
WRAUU! - powiedział prawię odgryzając Czkawce rękę. Zobaczył przy tym, że ten smok nie ma zębów.
Zaraz.. A gdzie twoje zęby? - powiedział.
Od razu po słowach Czkawki, nocna furia wysunęła swoje zęby, warcząc na niego, a potem wyleciała niesfornie z jaskini.
Czyy mi się zdawało.. czy on nie miał kawałka ogona... - powiedział z jednej strony przestraszony a z drugiej zaciekawiony.
Po chwili namysłu wybiegł z jaskini, po to aby odnaleźć tego dziwnego smoka. Nie było zbyt dużo śladów na ziemi, ale było widać upadki na ziemię, lekko poprzewracane jak i poniszczone drzewa.
Czkawka nawet nie pomyślał o tym aby np. poszukać swojego noża, pomyśleć głębiej, dlaczego nocna furia go nie zabiła, dlaczego pozwoliła sobie wyciągnąć tą strzałę z nogi...
Przecież *ehem ehem* mój jakże miły ojciec nigdy nie dotknął smoka... no chyba żeby go zabić to tak ale nigdy z innej perspektywy. - mówił śmiejąc się wścibsko.
Nagle doszedł do wodospadu, tam zaczęły się ślady łap nocnej furii, które prowadziły za wodospad.
Poszedł tam w ogóle nie myśląc o tym, czy smok nie zmienił zdania o tym aby go zjeść.
Nagle zatrzymał się tuż przed spadającą wodą z góry.
Zobaczył, że za wodospadem  pali się tam światło.
Noo.. ale jak! Przecież tam jest ściana! - powiedział przekrzykując wodospad.
A dobra! Raz kozi śmierć! - powiedział po czym szybko wszedł w wodospad czym prędzej szukając wejścia do groty.
Przemoczony do suchej nitki udało mu się jakimś cudem, przedostać do tej groty za wodospadem
Woooowww... - powiedział zdziwiony.
Nie była to jakaś tam mała grota, nie była to nawet jakaś tam jaskinia, Był to wielki tunel na długość około 250 metrów, który jeszcze maił rozwidlenia.
No pięknie.. no pięknie.. no pięknie.. pięknie.. - powiedział po czym usłyszał swoje echo.
Trochę może mi to zająć zanim znajdę tego smoka... ale nie zamierzam się poddać! -powiedział ochoczo!


Dzisiaj wyjątkowo trochę dłuższy *jak na mnie* rozdział. :) Mam nadzieję, że się spodoba ;) Następny około poniedziałku, gdyż w niedziele wyjeżdżam na cały dzień -WidocznaPL

poniedziałek, 2 listopada 2015

Next


A Czkawka chodził, chodził... i chodził. Chował się w gąszczach lub za kamieniami, właził na drzewa, wchodził do jaskini. Przez dobrą godzinę chodził z pochodnią po to aby się nie zgubić...
Potem na moment się zatrzymał i powiedział...

- Ale ja jestem głupi.. Chodzę z pochodnią po lesie, i dziwię się, że jeszcze żadnego smoka nie złapałem.. - powiedział to a potem zgasił pochodnie.

Postanowił iść leśną drużką, którą zawsze chodził. Idąc nią natknął się na ślady, były to ślady smoka, wyglądały one jak zębiroga zamkogłowego.

Jeżeli to jest ten smok, no to może... rzeczywiście mam dzisiaj farta... - powiedział

Idąc zauważył jeszcze kilka lekko po spalanych drzew lub dziury w trawie.

Chyba rzeczywiście mam rację z tym smokiem... ale chyba musiał być trochę poddenerwowany, żeby po spalać drzewa i powypalać dziury w trawie - powiedział w myślach.

Widząc, że jaskinia, do której prowadzą ślady jest już blisko.. zaczął do niej biec.. Oczywiście nie obyło się bez wywrotki po ciemku o korzeń drzewa..

Taaa... Jednak nie mam dzisiaj farta.. - mówił podnosząc się i otrzepując z piachu - ale jeżeli ten smok jest nadal taki rozwścieczony, to jest duża możliwość, że prędzej mnie zabiję, zanim nawet zdążę go dotknąć. - powiedział trochę skrzywionym głosem.

Jednak nie zauważył, że kiedy się wywrócił wypadł mu sztylet,*albo nóż jak kto woli xd*  pobiegł, tym razem troszkę ostrożniej do jaskini.

okeej.. jest jaskinia.. były ślady.. więc to chyba tutaj... zobaczmy kto jest w środku.. - powiedział zaciekawiony. Jednak nie był to smok, którego się spodziewał...
Taakk.. Przerwane w najlepszym momencie xd Przepraszam, że taki krótki next, ale niestety szkoła, prace domowe itp. pochłaniają mi większość czasu.. Ale mam nadzieję, że  wam się spodoba ;) Zapraszam do komentowania ;) -WidocznaPL


czwartek, 29 października 2015

Rozdział 5 

ROK PÓŹNIEJ...


Czkawka ma 16 lat. Wiele, w Jego życiu się pozmieniało. Może nie urósł zbytnio, ale za to
przybyło mu mięśni, od codziennego biegania. Zrobił sobie nawet prowizoryczną kuźnię. Jego
'mieszkanie' również uległo zmianie, teraz był tam stolik, jedno krzesło, nietypowe drzwi,
i łóżko. Co prawda nie były te rzeczy wykonane tak jak miał w domu (na Berk) ale zawsze nie
było najgorzej. Od tamtego razu kiedy znalazł tamte zapiski o smokach, a najwięcej o nocnej
furii nie zaglądał do nich często, ale jednak coś się w nim zmieniło, od ostatniego spotkania
z gronkielem. Kiedyś myślał, że smoki nie są takie jak mówią, ale uważał, że się co do nich pomylił. Teraz chodził, na polowania na smoki, ale jakoś nigdy mu się nie udało żadnego złapać...


Wczoraj polował on do późnego wieczora a więc był bardzo zmęczony kiedy wrócił do domu.

Następnego ranka...

yhh... Znowu wczoraj nic nie złapałem.. - mówił przecierając oczy - ale dzisiaj na pewno coś
złapie - powiedział zrywając się z łóżka - choćbym miał zarwać całą noc!

Na początku jak to zwykle poszedł zjeść śniadanie. Od wczoraj akurat zostały mu jeszcze 2 ryby, jedyne co poszedł zrobić to nabrać wody na wiadra (które samodzielnie zrobił).
Kiedy zjadł już śniadanie, poszedł pobiegać, przez pierwsze miesiące ledwo co obiegał pół wyspy,
a teraz obiega ją nawet z 2 razy.
Dzisiaj przebiegł półtora kółka.

Myślę, że na dzisiaj starczy - powiedział łagodnym głosem.

Przeważnie nie miał co robić, a więc grzebał sobie w kuźni, próbując wymyślić jakąś rzecz, która mu się może przydać.

Dzisiaj nad  wyraźniej nie miał weny twórczej, zrobił tylko kubek na wodę.

Później przeważnie chodził nad ocean, *albo morze nie wiem nad czym oni tam mieszkali xd* i siadał na piasku, albo szukał czegoś na plaży. Na polowania zawsze chodził wieczorem, gdyż w dzień prawie żadne smoki nie wychodziły. 

8 godzin później

Już czas! -mówił podekscytowany - Dzisiaj na pewno jakiegoś znajdę i zabiję!
Powiedział po czym wyszedł z domu.






poniedziałek, 26 października 2015

Next


Czkawka ciesząc się wygraną ze smokiem, zaczął iść do swojego 'mieszkanka',
gdyż zaczeło się już ściemniać.Nagle w połowie drogi zaczęła go bardzo boleć głowa.. 
Przeszedł jeszcze parę metrów, a potem upadł mdlejąc.

Obudził się następnego ranka, nadal go bolała głowa, ale nie aż tak jak zeszłego
wieczoru. Najpierw się trochę otrzepał z piachu, a potem poszedł do domu.
Idąc jeszcze zbierał sobie jagody na śniadanie.

20 minut później...

Dlaczego zemdlałem? Przecież wszystko było dobrze. Może to przez tego smoka? Nie mam
pojęcia.. - mówił.

A właśnie! Gdzie są te zapiski o smokach - mówił przeszukiwując sobie kieszenie - 
o jest! Dobra to co my tu mamy...
Czkawka jeszcze raz przeczytał zapiski.
Ale jakim cudem to może być możliwe, żeby oswoić smoka!... Przecież to są bestię,
które nie przepuszczą okazji aby cię zabić... Sama bujda... - mówił chowając
kartki do kieszeni.

Kiedy zjadł już prowizoryczne śniadanie, poszedł nad strumyk, porzucać kamienie
do wody (wiem trochę głupio to brzmi xd). Znowu miał lekkie trudności z odnalezieniem
tego strumyka, ale jednak jakoś tam trafił.

Tresować smoka pff... dziwactwo.. - powiedział szukając jakiś małych kamieni do rzucania.
Przez jego nie uwagę, prawię jego nóż wpadł do rzeczki..

aa.. Mam cię! - powiedział, lekko wpadając do wody. Yhh... Po nie mogłem zauważyć, że mi
zaraz nóż wyleci... - Wstając zauważył swoje odbicie..

Woo... Nie myślałem, że jest ze mną, aż tak źle.. mięśni zero będę musiał zacząć biegać... aa... co to? -powiedział patrząc
się na swoje prawe przedramię.. - Tego nie miałem wcześniej.

Była to jakby rana w kształcie smoka *Nocnej Furii*.

Ciekawe skąd to się tutaj znalazło. Wcześniej tego nie miałem... może stało się to kiedy 
zemdlałem. - mówił zaciekawiony.

ssss..... - Jednak to była rana, która go bolała, a przez to, że jeszcze ją dotknął tylko pogorszył sprawę. Przemył sobie wodą, 
Na razie to tak zostawię, może jeszcze w coś owinę i tyle, po sprawię - mówił - a teraz już idę do prowizorycznego domciu.

Dzisiaj taki oto next :) Powoli zacznie się wszystko rozkręcać :D Mam nadzieję, że się spodoba ;) -WidocznaPL

piątek, 23 października 2015

Rozdział 4. -Trup, smoki, łódka



Jak postanowił, tak zrobił. Troszkę mu to zajęło zanim znalazł tą grotę,
 ale kiedy tam wszedł nie było wcale ciemno, lecz grotę przepełniały promienie
słoneczne. Była ona dość przestronna jak na 'małą' grotę. Nie była ona aż tak
otwarta jak się wydawało, miała ona otwarte wejście i na górze było jeszcze kilka
otworów, przez które właśnie wpadało światło.

Myślę, że się nada do tymczasowego 'mieszkania' - mówił, z uśmiechem na twarzy
- ale trzeba będzie to jakoś urządzić, żeby było zdolne do mieszkania.

Przez godzinę zbierał różne graty typu gałęzie, liście itp.
Kiedy wyszedł na drugą stronę wyspy zauważył rozbitą łódkę, lecz nie była to jego
łódka bo nie miała znaku Berk. Wyciągnął scyzoryk i podszedł do niej.
Pierwsze co zrobił to obrócił łódkę *gdyż była obrócona do góry nogami*.

AAA! Co to!? - krzyknął przestraszony, odskakując w tył.

Pod łodzią znajdował się szkielet umarlaka.

Nie myślałem, że coś takiego tutaj znajdę - powiedział - pewnie leży tutaj już
parę dobrych lat... ale nie może to tutaj tak zostać...

Chciał się jakoś z tym uporać, a wiec wziął, umarlaka i wyrzucił go 
w morze, a później zaczął szukać czy coś nie było interesującego w tej łódce.
Przejrzał ją całą, nic tam nie było, jedyne co znalazł to dziwny otwór jakby 
na klucz, jednak klucz nie było. Chwilę pomyślał, a potem zaczął energicznie 
przekopywać piasek.
Skoro jest otwór na klucz, to pewnie klucz też musiał być, a kiedy łódka się rozbiła
pewnie gdzieś wyleciał - mówił dość szybko.

Szukał i szukał, trochę mu to zajęło gdyż klucz był bardzo zakopany w pisaku.
Jest! - krzyknął.

Pobiegł do łódki znalazł ten otwór na klucz, włożył go tam i przekręcił.
Ścianka odsunęła się. W środku były różne zapiski o smokach. Najwięcej jednak,
było o nocnych furiach..

Usiadł na pisaku u zaczął czytać.

Jest wyspa furii... Był człowiek, który oswoił kiedyś smoka... Był jego najleoszym
przyjacielem... Ale bujdy! Nocna furia prędzej by go zjadła, a nie. pff.. oswoić smoka
haha!

Nagle coś zaczęło się ruszać w krzakach.

yy... dobra, przecież nie ma na tej wyspie, żadnych smoków.. pewnie to jakiś ptak.. - 
powiedział trochę przestraszony.

I nagle zza krzaków wyleciał gronkiel!

NO PIĘKNIE! Jeszcze zabije mnie gronkiel! Pięknie! - zaczął krzyczeć.

Gronkiel prawie rzucił się na Czkawkę, ale ten w ostatniej chwili sturlał się w lewą
stronę. Czkawka wyciągnał nóż, a gronkiel patrzył na niego złowrogo. Chwilę potem
znowu leciał na niego bardzo szybko, a Czkawka nic innego nie robiąc też zaczął biec
na smoka ze swoim nożem. Smok, w pewnej chwili się zatrzymał, popatrzał na niego 
przestraszony, a potem odleciał w głąb chmur.

A mówili, że gronkiele to takie odważne smoki - powiedział ciesząc się, że smok go nie zabił.


I mamy następny rozdział :) Mam nadzieję, że się spodobał :) - WidocznaPL

środa, 21 października 2015



Next 


Budząc się myślał początkowo, że to tylko sen, który zaraz się skończy,
ale niestety nie, był to sen, tylko prawdziwe życie, które 
toczy się dalej. Wstał, niestety jeszcze się trochę chwiejąc przez nową nogę.
Jakoś nie był przygnębiony, jak to zwykle bywało, tylko w pewnym
stopniu odczuł ulgę, że nie ma tutaj ojca.. całej grupki
młodzieży... i ludzi, którzy za każdym razem kiedy coś zrobił źle
wyzywali go on jak gorszego. Teraz był wolny, nie musił nikogo 
słuchać ani wykonywać rozkazów. Jedynych osób, których mu brakowało
to był Pyskacz i Valka, której tak naprawdę przez niego teraz nie ma.Były to jedne osoby, które go wysłuchały i pomogły, kiedy miał problem.

Po 10 minutach rozmyślań nad swoim wcześniejszym życiem, poczuł głód.

No trudno, teraz sam sobie poradzę i znajdę coś do jedzenia. - powiedział.

Chrzątał się po lesie w poszukiwaniu pożywienia, niestety nie było to zbyt
proste gdyż była to dość mała wyspa. Idąc przez las zauważył małą rzeczkę,
w której pływają ryby. Wpadł na pewien pomysł.
Znalazł jedną z grubszych gałęzi, wyciągnął swój scyzoryk *scyzoryk dlatego
bo ojciec go nie przeszukał, a zawsze go ze sobą nosił* i zaczął ostrzyć
gałąź. Po paru minutach gałąź była już dość ostra, żeby przebić skórę ryby.
Wszedł do małej rzeczki, która sięgała mu do pasa, i czekał na odpowiedni moment
żeby złowić rybę *umiał to bo z Valką często chodzili łowić ryby*

Po 1 godzinie miał złowione 8 ryb, które spokojnie starczą mu na cały dzień.

Ha! No i co ja sobie nie poradzę! Czkawka!... - mówił sam do siebie, idąc
do swojego ogniska upiec je i zjeść.

Jadł dość szybko.

Pamiętam, że jak zwiedzałem wyspę natknąłem się na grotę, która nie była
dość głęboka, a mogła by się nadać na schron - powiedział dokańczając rybę.

Dzisiaj taki krótki next. Jeżeli się spodoba zostaw komentarz, one naprawdę motywują :* Trzymajcie się :* -WidocznaPL


niedziela, 18 października 2015

Next



A Czkawka płynął.. płynął.. i płyną.. Morze było tego ranka bardzo 
spokojne. Słońce mocno świeciło gdyż był to środek lata, niebo
było bezchmurne.
Płynął On 2 noce i 2 dni. Następnego ranka (3 dnia) w końcu 
dopłynął do brzegu jakieś wyspy. Po paru godzinach ocknął się
wyczerpany.


PERSPEKTYWA CZKAWKI


C-co się stało? - powiedział jakby przez mgłę - Co ja tu robię?
Chciał się podnieś jednak niesfornie mu to wyszło, gdyż (jak
wiecie) nie miał on jednej nogi.
Kiedy odkrył płótno, którym był przykryty zobaczył, że nie
ma jednej nogi od połowy kolana w dół.
Czkawka: On rany! Co oni mi zrobili - powiedział ze łzami w
oczach.
Widać, że ojciec jest nic nie wart! Od dziś nie jest on moim ojcem,
tylko człowiekiem nic nie wartym! - powiedział ze złością!
Dobra mniejsza z tym człowiekiem, gdzie ja jestem? i jak się stąd ruszyć,
w końcu nie mam jednej nogi.

Zaczął szukać, czy ktoś nie wrzucił przypadkowo coś do tej łódki przed
wrzuceniem go do tej łodzi. I nie mylił się. Była to noga oczywiście metalowa,
zrobiona przez Pyskacza, wiadomo nie zastąpi to prawdziwej nogi, ale zawsze coś.

Jedyny dobry.. - powiedział

Próbował sobie ją jakoś założyć, niestety nie było to zbyt proste.
Po 15 minutach męczenia się z tą nogą, wreszcie stawił pierwszy krok.
Był on bardzo chwiejny. Nie łatwo było mu się do niej przyzwyczaić.
Chodził kulejąc.Wreszcie wyszedł z tej łódki, rozglądając się czy nie jest
to wyspa blisko Berk. Niestety nie była to wyspa, którą by znał.

20 minut później...


Kiedy już mniej więcej obejrzał wyspę i nazbierał gałęzi na ognisko, wrócił na swoje
miejsce gdzie była łódka. Jakimś cudem udało mu się je rozpalić.

Trudno, jak mnie tam nie chcieli to nie, poradzę sobie bez nich. Siedząc przy ognisku
usnął. 

Podoba się opowiadanie? Zostaw komentarz :) On bardzo motywuję. Pozdrawiam miśki :* -WidocznaPL

piątek, 16 października 2015

Rozdział 3

Perspektywa Stoika


Stoik od razu jak wszedł do domu pobiegł do góry, żeby nakrzyczeć na Czkawkę.

Stoik: O a tutaj pan się schował - powiedział - a ładnie to tak uciekać przed ojcem
- mówił podchodząc do niego i uderzając go ręką w twarz.
Czkawka: A to za co!? - powiedział

Stoik: Za co? ZA CO!? Ty się mnie jeszcze pytasz? a czemu nie ma z nami teraz twojej
mamy?

Czkawka: To akurat nie moja wina! - krzyknął.

Nie twoja a czyja? - powiedział Stoik - gdyby matka nie poszła ciebie szukać teraz
tu by z nami siedziała. A teraz co!? Nie ma jej. Przez kogo? Przez ciebie! - mówił,
podnosząc Czkawkę za szyję, a potem rzucając nim o ścianę.

Czkawka: W ogóle nie widzisz, że mi przykro, że nie chciałem aby tak wyszło!

Stoik: No to trzeba było ją obronić, a nie stać w miejscu i nic nie robić. Gdybyś
byś bardziej inteligentny nie posłuchał byś matki, tylko targnął się na smoka, i
zabił go . Gdyby nie ty nic by się takiego nie stało! - powiedział to znowu
rzucając Czkawką, ale tym razem w innym kierunku. Był to kierunek kosza, w którym
była broń typu: miecze, topory itp. I niestety Czkawka trafił akurat na jeden z
takich mieczy, który przebił mu nogę na wylot, a z nogi od razu poleciała masa
krwi. Ale Stoik zamiast przestać, wręcz przeciwnie, jeszcze mocniej zaczął
bić syna, rzucać nim i traktować go jak worek treningowy.
Kiedy już zaprzestał, Czkawka był cały we krwi, w siniakach i miał przebitą nogę,
która tak naprawdę była już martwa.

Stoik: hmm.. nie zostawię Go tak przecież... Wiem! już niedługo się z ciemni a więc
wezmę paru ludzi z wyspy, aby przenieść Czkawkę do łódki a potem tą łódkę odepchnę
od brzegu. Nareszcie nie będzie on sprawiał problemów. - pomyślał.

A Stoik jak chciał tak zrobił, lecz przed tym poszedł do Pyskacza z Czkawką, którego
niósł na rękach.
Pyskacz, Czkawki już jutro tutaj nie będzie, a widzę, że od tego miecza ma już martwą
nogę więc.. odetnij ją. - powiedział szorstko Stoik.

Pyskacz: Jestyś! Co mu się stało jest cały po siniaczony! Co ty mu zrobiłeś! - krzyczał

Stoik: Zrobiłem to co musiałem zrobić dla dobra Berk. - powiedział - I Pyskacz. nie
sprzeciwiaj mi się! W końcu jestem tutaj wodzem! Rób to co każe!

Pyskacz: D-d-dobrze.. - powiedział jąkając się.

Pyskacz zrobił to co chciał Stoik, najchętniej by tego nie zrobił ale nie mógł sprzeciwić
się wodzu, bo mogło by się to dla niego źle skończyć. Tak jak chciał Stoik, tak odciął Czkawce
nię, która i tak już była martwa. Potem poszedł po parę osób z Berk aby pomogli mu wziąć łódkę
dla jego syna. Kiedy już uporali się z wszystkim, wsadzili Czkawkę do łódki i odepchnęli ją., a
Stoik nawet nie pożegnał się ze swoim synem, jedynie narzucił na niego płótno.
Stoik: Aaahh.. Nareszcie mam wolne od tego bachora. Teraz już mogę spokojnie zająć się
poszukiwaniem Valki.

Reszta: Racja - przytaknęli.

Kiedy było już po wszystkim, rozeszli się, każdy do swojego domu.



Mam nadzieję, że rozdział wam się spodobał :) Next będzie około niedzieli lub poniedziałku :) - WidocznaPL

środa, 14 października 2015

Rozdział 2 - Porwanie.



PERSPEKTYWA CZKAWKI


Stoik: Czkawka! Co jest! wstawaj. Gdzie Valka? - powiedział szorstko Stoik
Czkawka: Nie wiem.. - powiedział wstając i przecierając oczy. Zaraz! -krzyknął
o nie! pa.. pamiętam, że szukała mnie i potem rozmawialiśmy a potem przyleciał
ponocnik i.. i ją zabrał! - mówił zaczynając krzyczeć i płakać.
Stoik: A ty głupolu! Co matki nie umiałeś obronić! Co z ciebie za syn! 
Czkawka: Ale tato..
Stoik: Nie nazywaj mnie swoim ojcem! Nie chce syna, który nawet swojej matki
nie obroni przed smokiem! - mówił zbliżając się do syna
Czkawka nic nie powiedział tylko pobiegł do lasu z łzami w oczach.

PERSPEKTYWA STOIKA

Yh.. I co ja mam z niego? Same problemy. - powiedział Stoik
Pyskacz: No pożytku to ty nie masz - powiedział wzdychając. 
Stoik: Nie wiem co jest z nim nie tak. Był wychowywany tak jak inne dzieciaki
w jego wieku. Na przykład taki Sączysmark, już bardziej bym wolał takiego syna
niż takiego ciamajde.
Pyskacz: Nie mów tak o nim. W końcu to twój syn, i kiedyś zostanie wodzem Berk.
On wodzem!? Odrazu by go zniszczyli! Nie chce takiego syna.. Ale mniejsza z nim,
co się stało z Valką. Jeżeli naprawdę ją porwał smok to jednak mamy spory problem. - 
powiedział Stoik.
Sączyślin: Ej patrzcie! - krzyknął
Stoik: Przecież to but Valki. A - mówił idąc dalej -to chyba są ślady tego smoka.
Sączyślin: Widać, że ślady są już suche czyli był tu około 6 godzin temu.
Stoik: Ah moja biedna żono! Czemu akurat ciebie? Czy ten smok nie mógł wziąć kogoś innego!? - 
powiedział przygnębiony.
Pyskacz: Ojj Stoik.
Sączyślin: Trudno, musimy zacząć poszukiwania po wyspach. Może smok zasiedlił się na jakieś.
Stoik: Dobry pomysł Sączyślinie - powiedział już troszkę weselszym głosem.

PERSPEKTYWA CZKAWKI

Czkawka biegł czym prędzej do swojego domu, żeby zamknąć się w swoim pokoju.
Był bardzo przygnębiony, tym że jego matki już nie ma. Byłą to jedyna osoba, (po za Pyskaczem)
która go rozumiała, i przytuliła kiedy było trzeba. Teraz już jej nie ma i niewiadomo czy jeszcze
kiedykolwiek ją zobaczy.
Kiedy już wbiegł do wioski nie obyło się od spotkania grupki jego "kolegów", którzy jak zwykle nie
mogli dać mu spokoju. 
Sączysmark: A gdzie się panienka śpieszy? - powiedział podkładając Czkawce noge.
yhh - powiedział Czkawka twardym upadku na ziemię.
Mieczyk: hahaha to było warte zatrzymania się!
Czkawka: Dajcie mi spokój..
Sączysmark: A niby czemu? Co nie podoba Ci się? - mówił podśmiewując się pod nosem
Czkawka: A tak! Nie podoba mi się! - powiedział i odbiegł szybko od grupy aby jak najszybciej
dostać się do swojego domu. Jedynie z oddali usłyszał jeszcze słowo "ciamajda". które najprawdopodobniej
było wypowiedziane przez Sączysmarka.
Wbiegł szybko do domu otwierając drzwi na oścież, nawet ich nie zamykając. Potem pobiegł na górę do
swojego pokoju, szybko upadając na swoje łóżko.